Do końca grudnia odbywają się wszelkie spotkania przed i poświąteczne, a do połowy lutego można się załapać na wiele spotkań noworocznych… I Kocikowi się udało. A załapał się nie byle jak i nie na byle co, bo na noworoczny koncert z Leszkiem Możdżerem w roli gwiazdy. Ponad półtorej godziny wspaniałej uczty, podczas której zbiorowo „skonsumowano” miniatury na fortepian i orkiestrę smyczkową, Bernsteina Suitę z musicalu West Side Story, Błękitną rapsodię na fortepian i orkiestrę Gershwina oraz na bis: chopinowski Mazurek C Op.24 Nr 2 (Kocika ulubiony z płyty Chopin impresje, który usłyszał pierwszy raz ze sto lat temu…no może dziewięćdziesiąt osiem lat temu na Yass Festivalu) i dwa utwory z ostatniej płyty z muzyką Komedy – Prawo i pięść oraz motyw z Dziecka Rosemary ![]()
Było zacnie, Możdżer szalejący i modyfikujący dźwięki fortepianu, wrzucając doń szmaty, szklanki (gaśnicy pod ręką nie było), filharmonicy też w formie…oraz publiczność. Publiczność obdarzona czasami erystycznymi talentami. W przerwie (po miniaturach) do kocikowych uszu dobiegł taki dialog:
Pan A: Wie Pan (mówiąc do Pana B), ja to się na muzyce poważnej nie znam. A na współczesnej, to w ogóle. Ale to było takie…takie jazzujące!
Pan B (ze znawstwem): Tak, ale ogólnie było to przyjemne dla ucha.
Tak, Kocik też się nie zna, ale może potwierdzić, że dla ucha było to bardzo przyjemne. I nie tylko dla ucha. Jak zawsze