RSS

Hydrozagadka

U Kocika, jak w Hydrozagadce – jakiś podstępny doktor Plama ukradł wodę. Na całym osiedlu. I znienacka. Wczoraj wieczorem z kranu tylko zasyczało, w rurach zabulgotało…i tyle. Doktorem Plamą okazała się awaria hydrofornii (jak dziś obwieściła kartka, informująca też o dalszych niedogodnościach – czyli syczeniu i bulgotaniu od 21 do 5 rano), z którą w walczyć usiłują Asy z wodociągów. Gapiące się (w towarzystwie koparki) do dziury, co to ją wykopali nieopodal Kocikowego lokum.
Żaden z nich nie ma turbana, ani nie jest liliputem przebranym za górala udającym dziecko. Ciekawe, czy pamiętają o przepisach BHP.

 
4 Comments

Posted by w dniu Maj 24, 2012 in około-kocikowo

 

Iron sky (2012)

Niewiele jest takich filmów, na które Kocik wybiera się więcej niż raz do kina. Z własnej woli i z nieukrywaną przyjemnością. Do tego (szlachetnego) gatunku należy Iron sky, które od 13 maja można oglądać w polskich kinach. Dziś Kocik zaliczył ponowną projekcję.
Fabuła jest dość prosta – po przegranej wojnie naziści wskoczyli na statki i ukryli się po ciemnej stronie księżyca (dark side of the moon – sugestywne?). Zbudowali sobie okazałą siedzibę, czas spędzając na edukowaniu kolejnych pokoleń aryjskich dziatek, konstruowali największą machinę wojenną o dźwięcznej nazwie Zmierzch bogów (Götterdämmerung), eksploatowali księżycowe złoża helu3 i czekali na dogodny moment, by powrócić na Ziemię ze swoją “pokojową” misją. Nawet księżycowi naziści są tylko ludźmi, więc i wśród nich toczy się walka o władzę między aktualnym führerem Wolfgangiem Kortzfleischem (Udo Kier) a ambitnym (i potencjalnym następcą) Klausem Adlerem (Götz Otto). Oczywiście herr Adler ma już wszystko zaplanowane – świat chce podbić z Renatą Richter (Julia Dietze) u boku (i z gromadką aryjskich dzieci), a na przeszkodzie nie stają nawet jej naukowe zapędy (jako ziemiologa). W ten księżycowy ład wkrada się element ziemskiego chaosu – statek kosmiczny rodem ze Stanów Zjednoczonych Ameryk (sic!) z dwuosobową załogą. Jeden z kosmonautów dość szybko kończy swoją misję, drugi zaś – James Washington (Christopher Kirby), czarnoskóry model – trafia w ręce nazistów i ich mini-Mengele – doktora Richtera (co jest brzemienne w skutkach – za sprawą albinisiera). Co istotne – kosmiczna misja była li tylko akcją promocyjną Pani Prezydent (Stephanie Paul) starającej się o reelekcję, która z hasłem Yes, we can walczy o fotel w Białym Domu.
Odkrywając, że ziemskie wynalazki mogą uruchomić Zmierzch bogów, Adler wypuszcza się na misję zdobycia urządzeń, które umożliwią inwazję. Dolatując na Ziemię Adler i Renate Richter trafiają w ręce sztabu PRowskiego Pani Prezydent…i zaczyna się jazda. Kończy się naturalnie inwazją, wojną i ogólną rozpierduchą.
To, co Kocika szczególnie bawi w tym projekcie (ów film można tak nazwać…powstawał od 2006 roku, częściowo został sfinansowanych przez fanów), to ilość konotacji, mrugnięć do widza i nawiązań do filmów (świetna scena żywcem wyjęta z Upadku, bezpośrednie odniesienie do Dyktatora), szeroko pojętej sztuki (Wagner, Wagner i jeszcze raz Wagner – nawet dzieci mają imiona z Pierścienia Nibelunga), historii, polityki (doskonała parodia polityki amerykańskiej z nawiązaniem do Sarah Palin w osobie Pani Prezydent i marionetkowa rada ONZ – szczególne brawa dla “Korei”, “Finlandii” oraz “Indii”). I brak poprawności politycznej. I źródło kilku nie najgorszych cytatów (choć stanowiska herr Adlera to Kocik nadal nie jest w stanie powtórzyć).
Naturalnie nie jest to fabularne arcydzieło, a część gagów jest wręcz slapstickowych, lecz Kocikowi nie przeszkadzało to u-bawić się setnie. Dwa razy (póki co).
Na koniec cytat z jednej z recenzji: Na premierę „Iron Sky” nie czekali raczej wielbiciele ambitnego kina…to ma obrażać? :)
Ach…no i kończy się właściwie…happy endem. Czego chcieć więcej?

 
6 Comments

Posted by w dniu Maj 16, 2012 in kocik widzi(ał)

 

Koncertowo

Zimno było jak jasny gwizdek, ale sobotni koncert Lamb był zdecydowanie najlepszym z tych, na których Kocik był w ostatnim tygodniu. Zdecydowanie lepsze i mocniejsze wersje (od płytowych), z miłą i noszącą energią dźwięków, z wciągającymi wizualizacjami… koncertowa wisienka na torcie. Zresztą całościowo było nie najgorzej, bo przez kilka dni panował klimat iście wakacyjny (czyli wieczorne swawole, raczenie się trunkami i towarzystwem, lekko zarwane noc) – z tą różnicą, że rano budzik nie miał litości i trzeba było się zebrać do pracy.
Następna taka aura chyba dopiero w sierpniu…
Wyimek znaleziony na YT

 
4 Comments

Posted by w dniu Maj 14, 2012 in kocik widzi(ał)

 

Ruchy sejsmonastyczne

A podobno co nas nie zabije, to nas wzmocni. Wierutna bzdura.

 

Zabezpieczony: Kocik with a goat

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić swoje hasło poniżej:

 
Wprowadź swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.

Posted by w dniu Maj 6, 2012 in około-kocikowo

 

Post post-urodzinowy

Dobra karma jest podwójnie dobra, gdy zażywa się jej w dobrym towarzystwie. Tak też było i dziś – za co Kocik pięknie dziękuje (wciąż niespodzianką zaskoczon, by nie powiedzieć – powalon). Sprawiliście mi (moi drodzy) ogromną przyjemność – swoją obecnością (przede wszystkim) i wszelką dobrocią, którą zechcieliście się ze mną podzielić. Jeśli choć połowa Waszych życzeń się spełni – będzie doskonale. Do serca Kocik sobie bierze zwłaszcza “kartkowy tekst” polibte mi prdel i stosować będzie w sytuacji wyższej konieczności.

Děkuji Přátelé. Díky Vám život je mnohem krásnější!

 
6 Comments

Posted by w dniu Maj 6, 2012 in około-kocikowo

 

Kouzelný výlet


Fot. A.Wiech

Wszystko co dobre szybko się kończy. Nawet (a może przede wszystkim) kouzelne výlety. Z przygodami, ale urokliwie, leniwie i wakacyjnie. Bez pośpiechu smakując, w oderwaniu od skrzeku rzeczywistości. Na tyle przyjemnie, że chciałoby się pieprznąć wszystkim i zostać na zawsze…

Gdyby o-tagować wyjazd: ostatni meksykanin, kumulumbusy, wymsknięcie, česnečka, tmavé, przewodnik-robot, japonka-vader, Popeye, słońce (dużo słońca), palce, uziemienie, krásný obličej i smukła kibić. I pewnie dużo, dużo więcej.

*
Wszystkim dobrze życzącym – tradycyjnie (acz serdecznie) – dziękuję. Z wielu powodów…(bez wątpienia) będą to niezapomniane urodziny. Pielęgnować w swojej pamięci będę tylko te dobre (powody).

 
5 Comments

Posted by w dniu Maj 2, 2012 in około-kocikowo

 

Nie ma innej drogi na południe…

Azymut obrany, Kocik et consortes z pieśnią husycką na ustach oraz wałówką w bagażnikach wyruszył. Na południe. A właściwie to na południowy zachód (48°48’34.724″N, 14°19’24.529″E…tak plus minus).
I dobrze. Bo tu…i tak nic po Kociku.

*
Cytując kocikową Matkę: a 30 lat temu, to tak śnieg padał… Proszę…a dzięki globalnemu ociepleniu szykuje nam się ładna pogoda. Może się Kocikowi udzieli. Pogoda.

 
4 Comments

Posted by w dniu Kwiecień 28, 2012 in około-kocikowo

 

Ćwierkały wróbelki…

…że po 30. to czas najlepszy w życiu. Ogólnie żyć, nie umierać, garściami czerpać, jak w ulęgałkach przebierać w dobrach wszelkich, bo i wreszcie człowiek nie ma pstro w głowie.
No losie…to masz dwa dni, by się solidnie uwinąć. A roboty huk…

 
9 Comments

Posted by w dniu Kwiecień 26, 2012 in kocik oddaje się zadumie

 

Lęk wysokości (2011)

Właściwie… Lęk wysokości to ten rodzaj filmu, po którym trudno wydobyć z siebie cokolwiek*, dlatego będzie wyjątkowo krótko.
Ten film trzeba w sobie po prostu przetrawić. Trzeba dać sobie czas, by wybrzmiał, bo 100 minut seansu to tylko początek, pierwsze kilka kamyczków, jakie Bartosz Konopka wrzuca widzowi do ogródka.
Historia, którą opowiada w swoim filmie… prosta, cholernie osobista i poruszająca.

Tomek Janicki (Marcin Dorociński) robi karierę dziennikarską w Warszawie, urządza mieszkanie i wraz z Ewą (Magdalena Popławska) oczekuje pierwszego dziecka. Uporządkowaną rzeczywistość, gdzie rozmowy z matką toczą się przez skajpa, na kolację jada się sushi, a na co dzień chadza się w dobrze skrojonym garniturze, burzy wiadomość o chorobie Ojca (doskonały Krzysztof Stroiński), który po interwencji sąsiadów i policji trafił na oddział psychiatryczny.
100 minut opowieści o trudnej relacji – trudnej z uwagi na naturę choroby, ale i zaszłości, które nosi w sobie Tomek, o próbach docierania do siebie, próbach łapania chwil “normalności”, bycia ze sobą, bycia ponad to co bolało.

Wreszcie dobry film. Bez upiększeń. Bez epatowania. Wyważony.

* Choć nie jest to takie “zaniemówienie” jak po Johnie Carterze

 
5 Comments

Posted by w dniu Kwiecień 22, 2012 in kocik widzi(ał)

 
 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.