No dobrze zacząć trzeba od tego, że Kocik nigdy nie był szczególnym fanem sztucznemu wtłaczania klimaciku świątecznego. Denerwował go zarówno klimacik sam w sobie, to, że ktoś każe mu się cieszyć, bo inni się cieszą. A co to Kocik jest inni? Jako istota oporna wobec unifikacji, Kocik opierał się i klimacikowi. Abstrahując od tego, że wspomnień świątecznych Kocik nie miał najdoskonalszych i raczej trwały w nim te mniej doskonałe, które przeobrażały Kocika w marudę i istotę z syndromem “a do szkoły miałem pod górkę”. Niestety jakoś tak się wydarzyło, że radość świąteczna uleciała z Kocika jak powietrze z dziurawego balonika. Bardziej niż miłe chwile zostały w Kociku wspomnienia podwójnych wigilii i wiecznie podzielonych świąt (na dzień Mamy i dzień Taty). Brrr… Aż Kocika trzęsie na samą myśl.
Możliwe też, że brak zapędów do świętowania wynika z tego, że dom Kocikowy nigdy nie był ortodoksyjnie tradycyjny i jakoś bywało “po macoszemu”, na “chybcika”, co zasadniczo stoi w sprzeczności z kocikową naturą. Owszem z uwagi na swoje przekonania kościelne (a raczej brak takowych), świętowanie sprowadza się do idei spotkania z bliskimi ludźmi i ciepłej atmosfery. Z powodów wymienionych wyżej, Kocik nigdy nie był fanem świąt, raczej traktował je jak przykry obowiązek.
W tym roku niewiele się zmieniło jeżeli chodzi o podejście Kocika do sklepowych akcji pt. “Skoro mamy już za sobą Wszystkich Świętych, to warto wyciągnąć ozdoby świąteczne”. Nadal Kocik się zżyma widząc te plastikowo-świecące wersje świąt, jakie serwują nam wszelkiej maści markety. Ale w Kociku jako takim coś zaczyna się modyfikować. Możliwe, że to nie chodzi o ideę świąt jako takich, ale wspólnotowość i poczucie jedności z osobami bliskimi.
I tak przed 26 lat Kocik nigdy nie przywiązywał uwagi do Dnia Ubierania Choinki, ani do samej czynności. Po prostu brał bombki, wieszał i tyle – nic nadzwyczajnego (no chyba, że tuż przed wieszaniem okazywało się, że bombek brak, bo rodzicielka gdzieś je schowała latem i już nie pamięta gdzie
). Ale po zeszłorocznym grudniu przekonał się, że ów dzień traktować można zupełnie inaczej, że może to być moment choinkowej zabawy. Bynajmniej nie przekonało go o tym ubieranie choinki anno domini 2008 (jeżeli chodzi o czynność jako taką), lecz reakcja Jelonkowa. Cóż – pozostaje Kocikowi mieć nadzieję, że winy zostaną mu wybaczone, wpadki zapomniane i skończy się na odgrażaniu
A koniec końców, ubieranie choinki anno domini 2009 odbędzie się już zgodnie z oczekiwaniami wszystkich (to znaczy tych wszystkich, z oczekiwaniami którym można się liczyć) ![]()
Kolejną zmianą jest moment kupowania prezentów. Kocik zauważa u siebie wpływy swojej rodzicielki, która znana jest z tego, że potrafi kupić coś w sierpniu – z myślą o prezencie bożonarodzeniowym. No cóż – widać jednak nie daleko pada kocik od jabłoni, bo zaczął gromadzenie prezentów w okolicach października
I gromadzenie trwa w najlepsze! Może przynajmniej częściowo uchroni go to od pogoni grudniowej i zderzania się z tłumami oszalałych klientów. Między innymi Kocik ma już część prezentu dla rodzicielki wspomnianej – przecudnej urody naszyjnik filcowy, wykonany na zamówienie (wszelkie szczegóły pod linkiem koralowym w zakładce
). W kilku przypadkach Kocik ma już sporządzone notatki i za czas niedługi uda się w tan zakupowy w wersji pełnej, bo niewiele jest rzeczy, które sprawiają mu tak dużą radość jak kupowanie prezentów. To taki miły moment, w którym można sobie pomyśleć o osobie obdarowywanej, licząc na to, że sprawi jej się choć ociupinkę radości.
Ale…główny front przygotowań świątecznych dotyczy póki co kulinarnych poczynań. Otóż tydzień temu Kocik zabrał się z Jelonkiem w jego rodzinno-domowe okolice na niedzielny obiadek. Obiadek przeciągnął się do kawy i jakoś tak wspomnieniowo poleciało. A tu zdjęcia (a z wakacji, a z wojska), a tu domowe tradycje…i siłą rozpędu wpadliśmy w temat tradycji świątecznych. Zaczęło się od jelonkowych utyskiwań, że siedem karpi to za mało, a pierogów to powinny być ze trzy setki, żurku białego dwie cysterny minimum, bo inaczej święta się nie liczą
I Kocikowi włączyła się akcja wspólnotowości i działań kolektywnych, więc gdy Mama Jelonka zaproponowała udostępnienie przepisu piernikowego – wierzgnął z radości. Na wieść o piernikowym planie wierzgnął też Hydryś, z którym Kocik uknuł plan piernikowy. Słowo się rzekło, kobyłka u płota – w piątek Kocik spisał przepis, a Hydryś kupił foremki i wałek, w sobotę rankiem Kocik czmychnął po ingrediencje, by po powrocie z wycieczki krakowskiej, zabrać się bez zbędnej zwłoki do działań. W sąsiedzkiej kuchni zapachniało przyprawami korzennymi wszelkiej maści…i wspólnymi siłami ugniotła się spora kula piernikowego ciasta
W tandemie Hydryś-Kocik rozwałkowywałyśmy kolejne placki i wycinałyśmy gwiazdki, choinki, serduszka i inne dzwonki
Piec rozgrzał się do czerwoności (sic!) i przez trzy godziny nieustannie wyciągałyśmy kolejne porcje pachnących wypieków, które po ostygnięciu zostały zapakowane w puszki – by doszły do siebie (to znaczy przestały być piernikowymi kamieniami
). Przed świętami czeka nas tylko udekorowanie smakołyków i dokonanie podziałów, bo pierniczki docelowo i w większości przeznaczone są do rozdawnictwa
Nie wykluczone więc, że w obliczu ogromu osób, które chcemy obdarować, zostanie zmajstrowana jeszcze (chociaż) pół porcji piernikowej ![]()
A w tym wszystkim towarzyszyła nam cudnie nastrajająca Diana Krall ze swoimi jazzowymi piosenkami świątecznymi* ![]()
Jej…co to będzie, jak Kocik weźmie się za pieczenie ciast przed świętami? A może nawet porwie się na polepienie pierogów? (nawet jeśli w jego domowej okolicy nie jest to wigilijna potrawa)
Kocik ogłasza, że chyba zaczyna szaleć
* płyta jest przecudna…Tylko Malina kiedyś się śmiała, gdy Kocik zapodał ją w okolicach października
No bo też prawdą jest, że słuchanie “Let it snow”, gdy za oknem jesień, może powodować rozdwojenie jaźni
Ale przy takich piernikach, to już chyba można sobie ponucić? ![]()

** Sąsiad wykonał dokumentację techniczną procesu produkcji – Kocik zdjęcia dostanie, to dorzuci bez zbędnej zwłoki




Najnowsze komentarze