RSS

Archiwa miesięczne: Styczeń 2009

Kocik się wypowiedział…

…złożył standardowe pisemko, w którym napisał, że miło mu było, ale czas na zmiany po blisko trzech latach. Miejmy nadzieję, że zmiany nie wyjdą kocikowi bokiem, ale kto nie ryzykuje, ten nie ma (tak sobie kocik myśli). Poza tym kocik tak naprawdę dał sobie kilka dni, by rozważyć wszystkie „za” i „przeciw” nowym rozwiązaniom.

A w ramach zmian: kocik poszalał z sekatorem i zutylizował choinkę już do zera (jakoś tak pusto i nie słychać już szelestu spadających igiełek 🙂 ), uruchomił ponownie kuchenną lampkę (bo ostatnio miał wybitną sklerozę w materii „kup żarówkę”) oraz dowiedział się, że za tydzień zaczyna studia podyplomowe ( 😀 )! Z radości koci zawierzgał, podskoczył i wywinął dwa koziołki (bo wie jaka to przyjemność studiować na Akademii)! Kocik będzie się znów edukował…no bo co tak będzie siedział w strączku?

 
4 komentarze

Opublikował/a w dniu Styczeń 30, 2009 w około-kocikowo

 

Post scriptum do plotki, czyli grzeszna łąka rozkoszy:)

Odkąd kocikowi uświadomiono, że nawet jego skromny żywot może być źródłem inspiracji do snucia wizji plotkarskich, zaczął on intensywnie zastanawiać się, jak z tego (dość dziwnego zbiegu okoliczności) zaczerpnąć choć odrobinę rozbawienia. Onieśmielony był nieco, bo jakoby dolewa(ł) oliwy do ognia, który strawić mógł nie tylko jego reputację (uwaga! to słowo-klucz). Ale po konsultacjach społecznych, a raczej w ich wyniku, pojawiła się koncepcja, która urzeczywistniła się w postaci słów „szukamy dużego mieszkania. pościel już jest”. Tu chyba wyjaśnienie jest potrzebne, że właściwie to przyszło nam (sic!) się już pogodzić z tym, że pewnie kocik jest już bardzo zagnieżdżony „związkowo” i teraz pora na wspólne zamieszkanie, bo i dopiero dzielenie wspólnej codzienności pozwala stwierdzić, czy bez obaw można planować wspólną przyszłość 🙂

A planowanie zaczęło się od poszukiwania…czarnego prześcieradła 🙂 Operacja ta okazała się nie tylko dość skomplikowana (bo czarnych prześcieradeł jak na lekarstwo, a jeśli już są to nie z takiego materiału, jak trzeba),  ale i dostarczająca niespodziewanej radości i prawdziwego rozbawienia. Bo co mógł uczynić kocik zawiedziony zaopatrzeniem okolicznych sklepów? Rozpoczął poszukiwania w sieci. Google jego przyjacielem, więc spokojnie i nie nerwowo wrzucił poszukiwaną frazę i … oniemiał, następnie uległ atakowi śmiechu niepohamowanego i łez kilka uronił (ze śmiechu rzecz jasna!). Kiedy doszedł nieco do siebie, postanowił się podzielić przyczyną dzikiej radości i wysłał taki opis (do osób wtajemniczonych w proces poszukiwania):  Lakierowane prześcieradło – koniec z niepożądanymi śladami na Twoim łóżku! Zamień Twoje łóżko w grzeszną łąkę rozkoszy. Szczególnie przydatne przy zabawach z masażem miłosnym oliwką lub mokrych bitwach w piance.

No toż to wynalazek na miarę Nobla! Jakie to praktyczne i godne rozpropagowania! Ciekawe tylko, czy przy wysokich temperaturach można się przykleić do takiego cud-prześcieradła? A może wystarczy podwójna dawka oliwki i można jedynie „spłynąć” z łóżka? Kocik nawet przez moment zastanawiał się nad nawiązaniem korespondencji z dystrybutorem, bo może powinien jeszcze napisać, czy przy przewracaniu się z boku na bok, słyszalne są jakieś odgłosy i czy przypadkiem na takim prześcieradle, to nie trzeba nieustannie zmieniać pozycji (haha), żeby nie nabawić się odparzeń?

Poza prześcieradłem jako takim, kocika wielce zafrapowała finezja opisu tego produktu! Tu dla odmiany nobel literacki powinien się pojawić. Wizja zamiany łóżka w grzeszną łąkę rozkoszy pobudziła kocikową wyobraźnię w stopniu najwyższym i gdyby można było lewitować przy pomocy siły wyobraźni, to kocik unosiłby się w okolicach sufitu 🙂 Co lepsze nie tylko kocika to zainspirowało, bo nagle wszyscy uraczeni opisem, zapragnęli pobrykać po łące, zaś powąpiewający, zostali szybko przekonani, że to jest najlepszy moment na brykanie i tylko dzięki szybkiej decyzji mogą liczyć na jakąś małą „dzierżawę”! 🙂

Więc nie tylko literacki nobel, ale i wyróżnienie za skuteczność tekstu reklamowego. Przecież gdyby teraz ktoś „rzucił” te prześcieradła do naszych sklepów, to wykupilibyśmy na pniu, by tylko pobrykać rozochoceni 😉

*a z nowości… w połowie lutego kroi się foto-teatralna wystawa nad granicą (ach i znów będzie można odwiedzić pana Dzika!). Jeśli komuś miałoby się nudzić, to może trzymać kciuka, by wszystko się gładko za-działo i pięknie wyszło 🙂 Jakieś szczegóły pewnie za czas jakiś 🙂

** pojechałby kocik sobie…połazić między tymi kolorowymi domkami… pomarzyć zawsze można (nawet jeśli to marzenia ściętej głowy)

praga1

 
4 komentarze

Opublikował/a w dniu Styczeń 28, 2009 w kocikowe myśli niezidentyfikowane

 

Kocikowi w żłoby dano…

…w jednym owies, w drugim siano. Choć siano kocik częściej odnajduje w swojej kocikowej głowie, ale to wątek poboczny i rolniczy, którego poruszać nie ma sensu w tym miejscu.

No i siedzi tak kocik, i przelewa z pustego w próżne, kalkuluje i wypisuje w tabelkach wszystkie „za” i „przeciw”. A po wprowadzeniu wszystkich danych, mózg elektronowy wyrzucił wielki znak zapytania. Kocik musi się chyba przespać z tą sprawą (postawi żłób przy łóżku i będzie się zastanawiać w co łapę włożyć 🙂 ) Żeby tylko te plusy nie przysłoniły mu minusów…

Dobre fluidy i myśli olśniewające mile widziane – kocik przyjmuje je nieustannie i 24h/dobę 🙂

*poza tym – w ramach relacji – w kocikowym życiu nic szaleńczego się nie dzieje: praca, więcej pracy, całe hałdy pracy. Chociaż rację mieć może Jelonek, że może właśnie ktoś układa kocikowe życie…przynajmniej w teorii 🙂 Pewniej prędzej (niż później) się o tym dowiem-y 😉

** kocik został dziś posądzony o zamiłowanie do krwawych rozrywek, kiedy to przyznał się, jak fascynujące obrazki odnajduje na stronach „Gomorry”… pomyślałby ktoś? Kocik – krwawych jatek wielbiciel? 🙂

 
2 komentarze

Opublikował/a w dniu Styczeń 26, 2009 w kocik marudzi

 

Kocik uwikłany w mafijne porachunki

Kocikowi to zawsze się wydawało, że komu jak komu, ale jemu nikt nie będzie składał „propozycji nie do odrzucenia”, bo kim też kocik jest? Ani to pozycji, ani pieniędzy, ani wpływów szczególnych nie posiada, więc jaka mafia mogłaby się kocikiem zainteresować? I tu znów kocik wykazał się elementarnym brakiem czujności, bo mimo tych wszystkich braków wymienionych powyżej, są na tym świecie tacy, co to kocika z radością widzieliby w szeregach mafijnych żołnierzy.

Nie żeby kocik nie był na bieżąco w mafijnych tematach – wszak ostatnio jakoś bardzo pochłonęło go zagadnienie i zgłębiał temat książkowo-filmowo (choć może nie jest to tak spektakularne, jak przeżycia Tej od Yakuzy, która w mafii jest od wtorku), ale żeby tak od razu dawać się wplątywać w macki mafijnych zależności? Wyjątkowo jednak kocik dał się wciągnąć i było mu całkiem radośnie. W tym wszystkim – mimo obecności samego Ala Capone, Dona Marco i jego cyngla, czuł się bardzo bezpiecznie, bo obok siebie miał przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, a pistolety były tylko na kulki 🙂

Ach! No i kocik nie może zapomnieć o superbohaterze, który sprawował pieczę nad bezpieczeństwem wszystkich uczestników (szeroko pojętym, bo dbał o nasze zdrowie, życie i o to, byśmy mieli pełne brzuszki) 🙂 Superbohater Ciaper, bo takie jego miano, na długo pozostanie w kocikowej pamięci, którą odświeżać będzie zdjęcie, jakie w kocikowym telefonie się znalazło 🙂

I pomyśleć, że wszystko zaczęło się przy okazji „gwiezdnych wojen” 🙂

vu22ggmm5

Teraz jednak czas na powrót do rzeczywistości nie-mafijnej i zagonić kocika do pracy, bo rozleniwił się okrutnie (bach, bach! po łapach leniwcowi! 😉 ). Więc kawunia w kubek i do zadań niedzielnych!

* Dziś o 9.18 u kocika skończył się okres świąteczny, ponieważ zdemontowana została choinka, którą to kocik otrzymał był od Sąsiadów. Bombki, lampki i dwa aniołki zostały ulokowane w pudełku, gdzie poczekają na kolejny grudzień. Jakoś nie potrafił się kocik zmotywować do tego działania…

 
2 komentarze

Opublikował/a w dniu Styczeń 25, 2009 w około-kocikowo

 

Kociku pomyśl o klonowaniu!

Kocika dopadło ostatnio przeświadczenie, że powinien się poddać procesowi klonowania. I jedyne co go od tego powstrzymuje, to fakt, że jednak dwóch takich kocików, to świat mógłby nie znieść, ale dla dobra i zdrowia kocikowego byłoby to bardzo wskazane. Nawet byłoby to bardziej pożądane niż wydłużenie doby do (minimum) 36 godzin, bo co mi po takim długim dniu, skoro do pracy nadal tylko dwie kocikowe łapki i jedna (zmęczona) głowa.

Przeświadczenie to wzięło się z tego, że ostatnio jeszcze mocniej kocik został wciągnięty w trybiki obowiązków pilnych i wyjątkowo pilnych, wszystkich na wczoraj, a w najlepszym wypadku na za pięć minut. Mimo talentu do organizowania sobie rzeczywistości czasowej, jakoś wyraźniej odczuwalne są skutki pędu i konieczności chwytania trzydziestu siedmiu srok za ogon. Kocik niczym człowiek-orkiestra usiłuje ogarniać natłok spraw wszelakich – głownie wnioskowo-sprawozdawczo-kontrolnych. Od tego ogarniania aż mu się w łebku kręci, a po nocach śnią mu się rządki cyferek i segregatory pełne dokumentów.  Z uwagi na pogłębianie się deficytu snu, kocik odsypia podróżując przez aglomerację, tym samym skuteczność czytelnicza spada do kilku stron dziennie 🙂

A rzeczywistość kocikową najlepiej oddaje ten oto przykładzik muzyczny 🙂

Dziś jednak (w ramach krótkiego odpoczynku) wybrał się z mamą kocikową na kolacyjkę, do jednej z ulubionych knajpek, serwującej m.in. przewspaniałe cepeliny i jeszcze doskonalsze placki nadziewane jagnięciną 🙂 Pełen brzuszek i kawa w kubeczku… czas zabrać się za działania wieczorne, co tak kocik będzie siedział 🙂

*w tym miejscu powinny się pojawić wszystkie owocki bogate w witaminę C, bo jakoś w otoczeniu kocika panuje epidemia choróbek. Wszystkim chorującym przesyłam trochę zdrowia skumulowanego w cytrynach 🙂 Proszę dużo herbatki z cytryną i malinami wchłaniać (kocika postawiła na nogi lepiej niż jakiekolwiek medykamenty)

lemons

 
2 komentarze

Opublikował/a w dniu Styczeń 22, 2009 w kocik marudzi

 

relacje około-kocikowe

Kocik jakiś taki jest…około-siebie. Tak niby sobie jest, a jakoby go nie było, bo i go nosi myślowo w rejonach dziwnych i odległych. Następstwami tego noszenia kocikowego są także: zmienność nastroju, reakcje niespodziewane, płaczliwość, zdenerwowanie i ogólne rozedrganie (szeroko pojęte).

A poza tym, to kocik: odbył lekcję poglądową w zakresie wymiany koła w świstaku (jak znalazł z uwagi na kierownicze poczynania kocika), daje się karmić, pije dużo herbaty z cytryną  i sokiem malinowym, czyta „Gomorrę”, ogląda na raty „Arabelli powrót” i stara się nie poddawać ogólnej beznadziei. Prócz tego kocik przeczytał dziś, że 19 stycznia to matematycznie wyliczony najgorszy dzień w roku… Czyli co? Nawet kocikowa deprecha nie jest czymś wyjątkowym? Bo to jakiś ogólny trend? A może to i lepiej… Tylko dlaczego ten „najgorszy dzień” trwa od dobrych trzech tygodni? Tylko „motywacje” się zmieniają jak w kalejdoskopie.

Dziś maliny 🙂 Właśnie kocik został uraczony słoiczkiem konfiturek malinowych – do herbatki idealnych (sprawdzone przed momentem po-sąsiedzku 🙂 ) No to kubełek w dłoń i pora zanurkować pod kołderką!

maliny

* Cytat mi się przypomniał shrekowy: „niech mnie ktoś przytuli”.

** A w ramach kompletowania nieszczęść – to jutro jeszcze istnieje prawdopodobieństwo złamania kocikowej nogi 😉

 
2 komentarze

Opublikował/a w dniu Styczeń 19, 2009 w około-kocikowo

 

„Wulgarny intelektualista” od Syna Bożego do składania

Ci, którzy trochę kocika poznali, wiedzą doskonale, że jest niepoprawnym wielbicielem wszystkiego co czeskie – od knedlików i ciemnego piwa zaczynając, przez przeuroczy język, czeskie akademiki, na dystansie i zdrowym podejściu Czechów do kwestii wielu (z kościelnymi włącznie) kończąc . W ramach pielęgnowania swojego uwielbienia, kocik chętnie przemieszcza się na południe, by odwiedzać kolejne miasta i miasteczka, cieszyć się uroczym czeskim klimatem i spokojem, który przepełnia duszę kocika, gdy ten przekroczy tylko granicę na Olzie (najczęściej).

Podczas pierwszej (dorosłej i samodzielnej) wyprawy do Pragi, kocik postanowił zobaczyć coś ponad szlaki wydeptane przez weekendowych turystów, którzy zobaczywszy Most Karola, Rynek i Hradczany, zapisują w pamiętniczkach: zobaczyłem/-łam Pragę. Kocik jako łazik, który w tłumie (turystów) cierpi katusze i musi walczyć z odruchami socjopatycznymi, musiał oczywiście poniuchać trochę prawdziwej Pragi i wypuścił się w okolice Żiżkowa, Libni, Winohradów… Tam z radością odnotował brak turystów uzbrojonych w cyfrówki i zaopatrzonych w gadżety podkreślające ich atencję wobec Republiki Czeskiej (a to koszulka, a to czapka, a to skarpetki…wszystko w deseń „I love Prague”). Z ulgą przyjął też fakt, że na dzień dobry nie atakuje się go angielskim (jak to praktykuje się w sklepach, knajpach, muzeach, które znajdują się na trasach uczęszczanych przez turystów), bo może i kocik duka, ale dogadać się po czesku potrafi…

W ramach jednej z eskapad postanowił zobaczyć to, co Prażanie nazywają „wiertarką”, a co widoczne jest nieomal z każdego punktu widokowego (gdy patrzy się w odpowiednią stronę oczywiście 🙂 ). A mianowicie kocikowi zachciało się zobaczyć wieżę telewizyjną, która wyrasta między pięknymi kamienicami na Winohradach. Do tego dnia wieża kojarzyła mu się li tylko z możliwością popatrzenia na miasto z nowej perspektywy, lecz kiedy stanął u jej podnóża, jego wzrok przykuły małe, czarne bobasy. Bynajmniej kocik nie znalazł się w świecie rodem z „Murzynka Bambo”. Ot na wieży zobaczył to:

david cerny

Wówczas jednak nazwisko Davida Černeho nie mówiło kocikowi za wiele, to i bobasy były dość tajemniczym zjawiskiem… Zaintrygowany kocik postanowił dowiedzieć się kto zacz i w czym rzecz. Więc poczytał, pooglądał, poskakał z radości, gdy Szczygieł popełnił reportaż o rzeźbach wyżej wymienionego ( http://wyborcza.pl/1,75480,5579849,Wkurzacz_czeski.html Wyborcza usunęła ten tekst, Kocik znalazł go na blogu TU). Kocik jednak miał świadomość tego, że nazwisko to nie jest znane szerzej w naszej pięknej ojczyźnie. Lokalnie może i tak – w Bielsku, gdzie jego wystawa wywołała kontrowersje i BWA tamtejsze miało drobne utarczki z władzą, we Wrocławiu może także, gdzie coś udało się szczęśliwie pokazać… Nic ponad to.

Kocik jednak nie wiedział, że pan Černy ma wspaniały plan, który jego nazwisko uczyni rozpoznawalnym – przynajmniej w 27 krajach Unii Europejskiej.

Z wielkim zaciekawienie kocik przeczytał informację, która zatytułowana była Polacy homofobami, Włosi onanistami – kontrowersyjna wystawa w Brukseli. Z nieukrywaną radością czytał, jak to pięknie europejscy artyści zabrali się za stereotypy, jak to rozprawiać się z nimi pragną i tylko czekał kiedy wybuchnie afera, bo przecież Polacy zostali „sportretowani” przez umieszczenie w instalacji grupy kleryków z tęczową flagą. Już wypatrywał kocik tej dzikiej nagonki na niejakiego pana Leszka Hirszenberga, który to jako autor polskiej części został podany. Już kocik widział te płonące stosy, te odsądzanie od czci i wiary, te procesy o obrażanie uczuć religijnych i wyczekiwał tylko momentu, w którym rozebrzmią chóry sprawiedliwych i obrażonych swawolą artysty.

Kocik jednak nie spodziewał się, że z prawdziwej radości zakwiczy dopiero dwa dni później, gdy okaże się, że cała ta brukselska impreza, to wielka mistyfikacja czeskiego pana rzeźbiarza, który kolejny raz postanowił utrzeć niektórym nosa – i to na większą skalę. Mistyfikacja doskonała – bo powołująca do życia 26 twórców, którzy tak odważnie podjęli się włożenia kija w (stereotypowe) mrowisko. Widać w jego ojczyźnie nikogo już nie wzruszają „Nagotyłki” i fontanny wysikujące (sic!) wybraną frazę, więc koniecznym było zadziałanie na gruncie europejskim.

Jakże uroczo w obliczu ostatnich wieści brzmią słowa ministra Vondry: „Rzeźba i sztuka mogą mówić wtedy, kiedy brakuje słów. Zgodnie z mottem czeskiego przewodnictwa „Europa bez barier” daliśmy okazję 27 artystom, by wyrazili się w sposób wolny, jako dowód, że w dzisiejszej Europie nie ma miejsca na cenzurę” – powiedział drogą komunikatu prasowego wicepremier Czech i minister ds. europejskich Alaxandr Vondra.

Swoją drogą jakoś trudno sobie kocikowi wyobrazić, że w Polsce powstaje coś, co bez nabożeństwa odpowiedniego pokazuje np. któregoś ze świętych patronów umiłowanego kraju (tak jak to udało się Černemu w przypadku rzeźby świętego Wacława).

O czeskim figlarzu poczytacie (jeśli chce ktoś) tutaj: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/8,80287,6164303.html

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu Styczeń 16, 2009 w około-kocikowo