RSS

Archiwa miesięczne: Grudzień 2009

Święta,święta i…jeszcze raz święta!

Kocik jest dopiero co powrócony z czterodniowego maratonu świątecznego… Wrócił wykończony, ale przeszczęśliwy (i przejedzony). Kocik nie pamięta kiedy tak radośnie i spokojnie przeżywał czas świąteczny…i tak cudnie rodzinnie i niespiesznie. Chyba było to w głębokim (sic!) dziecięctwie kocikowym.
Kocik uknuł w sobie kilka koncepcji, którymi zdążył się już podzielić z wybranymi jednostkami, a mianowicie:
*Kocik zaczął chyba proces odczarowywania świąt;
*nigdy nie jest się za starym na czerpanie radości świątecznej (bo nie jest zarezerwowana tylko dla dzieci);
*ważne by świętować z tymi, z którymi się chce, a nie tylko z tymi, z którymi wypada;
*Kocik bardzo czekał (jakoś tak podświadomie i podskórnie) na tegoroczne święta…i warto było…nie zawiodły go w najmniejszym stopniu!

Z kacem moralnym pt. nie popracowaliśmy jakoś sobie Kocik będzie musiał poradzić. W najgorszym wypadku zafunduje sobie kaca niemoralnego i przestanie myśleć o niewygodnych tematach (pracowych) 🙂

Z całego kocikowego serca…ogromne dziękuję dla wszystkich, z którymi Kocik mógł spędzić czas przed- i świąteczny!

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Grudzień 27, 2009 w kocik oddaje się zadumie

 

Na dobry weekend i nie tylko :)

Kocik zbiera się świątecznie…póki co tylko w teorii, ale stara się 🙂 Póki co jednak zostawia kocikowe machnięcia łapką i życzenia błogiego spokoju, dla wszystkich tych, którzy owego spokoju potrzebują i którzy nań zasługują 🙂

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Grudzień 24, 2009 w kocik oddaje się zadumie

 

Kocik doczekany…czyli klimat świąteczny w każdym kątku:)

Kocik już wspominał,że czekał jakoś wyjątkowo na tegoroczne święta. Nie żeby nagle się nawrócił i gorliwie zaczął celebrować je na płaszczyźnie kościelnej. Na takie szaleństwa jeszcze (już) go nie stać i nie ma zamiaru nikogo okłamywać, że radość wzbudza w nim fakt, że dzieciątko Jezus znów pojawi się na świecie 😉 Nie o to, nie o to, nie o to…
Kocik chyba pierwszy raz poczuł, że od niego zależy czy będzie miło i sympatycznie, a w kocikowym wnętrzu zrobi się cieplej przy okazji bożonarodzeniowej. Postawił więc na budowanie domowego klimaciku, w którego centrum będzie radosne spędzanie czasu i pławienie się w atmosferce z tymi, którzy dla Kocika są bliscy i ważni. A że Kocik jest już dużym Kocikiem i gospodarzyć się usiłuje, to budował wytrwale i cierpliwie. Zaczęło się od listopadowego piernikowania (nie mylić z pierniczeniem) i przygotowania małych, acz smakowitych wypieków, które wczoraj zyskały warstwę ozdobną (przy niezmiennym udziale Hydrysia, który mimo zmęczenia dzielnie lukrował, czekoladował, posypywał). Pierniki kruszały dzielnie, by wczoraj zająć cały strączkowy stół i pysznić się w najlepsze. Kocik przygotowywał się też prezentowo…sznupał, oglądał, dumał. A wszystko z myślą o obdarowywanych, by choć ociupinkę radości im dać przy tej okazji. Dlatego ze sporym rozrzutem czasowym zaglądał w różne kątki sklepowe i nabywał to i owo, które wczoraj także zapakował i położył pod choinką. Choinką nie byle jaką, bo wybraną w towarzystwie Jelonka, który niedzielne popołudnie spędził na ubieraniu tego zielonego cudu.
Przedświąteczne przygotowania objęły także pieczenie ciasta (się chłodzi miodownik tofikowy, by jutro być przekazanym na ręce Jelonkowe), gotowanie szyneczki (otrzymanej od Sąsiadów, co to rodzinnie mają dostęp do wędzarenki) i nucenie świątecznych szlagierów.
Kulminacją przed…czy raczej już świąteczną, był dzisiejszy wieczór, gdy w gronie najściślejszym spotkaliśmy się przy (niespodziewanie bogato) zastawionym stole. Wcinając sałatkę (podarowaną przez Właścicielkę Tośka), ciamkając pierniki i sącząc trunki różne, gadaliśmy leniwie i wspominaliśmy… Oczywiście nie obyło się bez dywagacji „kto przynosi prezenty” i kto powinien zanurkować pod choinkę. Stanęło na najmłodszym w rodzinie (Jelonku), który mimo delikatnego oporu podjął się zadania i poradził sobie pierwszorzędnie 🙂
O wrażeniach innych Kocik wypowiadać się nie może (tu pole komentarzowe zostawiając), sam jednak zakwiczał radośnie na widok podarków wszystkich. Bo i dzieciątko potraktowało go wyjątkowo hojnie, podrzucając pod choinkę piękny zestaw do founde (ach! toż to nowy rozdział w działaniach kulinarnych się otwiera), cudną starą-nową lampkę kuchenną z wyszywanym klosikiem, ciepłe cosie na kocikowe stópki (wiecznie zamarznięte) i pokaźny nośnik światła tradycyjnego,czyli kulistą świecę. Zresztą ciut wcześniej (bo pracowo) Kocik znalazł równie uroczy prezent świecowy (aromatyczny do tego) i pięknie pachnącą kawunię 🙂
Jedno jest pewne… święta będą aromatyczne i mocno działające na zmysły 🙂
W ramach atrakcji wieczornych zobaczony został jeden z filmów dokumentalnych Łozińskiego, wysłuchany został skecz kabaretu Tey o bombkach oraz przeprowadzono rozmowę nt. jakie sprzęty gospodarstwa domowego są niebezpieczne oraz dlaczego pralka jest banalnie prosta w obsłudze (tu starły się dwa obozy – zwolennicy, czyli Hydryś i Kocik oraz przeciwnicy – Jelonek i Sąsiad).
Teraz pozostaje pomyśleć o jutrzejszej akcji przemieszczenia się w rodzinne okolice i spędzenia czasu w klimacie rdzennie rodzinnym 🙂 Ale nim się to wydarzy…wigilijna kawka poranna i niespieszne pogaduszki poranne w planie 🙂
ps. zdjęcie pochodzi z tej strony 🙂
ps.2. a zdjęcia innego rodzaju do zobaczenia TU

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Grudzień 24, 2009 w kocik oddaje się zadumie

 

Choinka’s day :)

Dziś ubieramy choinkę, która już gdzieś na nas czeka 🙂 Dziś już bez krępacji można słuchać Diany Krall w wersji świątecznej!

(obrazeczek z genialnego vladstudio)

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Grudzień 20, 2009 w około-kocikowo

 

Na dobry weekend i nie tylko – part…

Weekend zagoniony…bo remontowy, pracujący, przedświąteczno-prezentowy (z poszukiwaniem tego na eS i 11 liter 😉 ), do tego mroźny i iście zimowy. Ale miły całkiem z powodów różnych… z powodu krótkich spotkań, uroczych refleksji, perspektywy dni najbliższych (częściowo), planów choinkowych i wielu, wielu innych 🙂
W ramach dobro-weekendowego wpisu, coś, co się Kocikowi wkręciło bardzo, bardzo…i pewnie wcale nie dlatego, że hey’owy Sic! słuchany był przez tydzień (w kółko). Dolly bowiem kojarzy się Kocikowi z majem i warszawską wycieczką, Grand Press Photo i radością oraz bukietem konwalii 🙂
Dolly

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Grudzień 20, 2009 w około-kocikowo

 

Wszystko ma drugą stronę…czyli dwa spojrzenia na czas straszny

Jakoś tak się wydarzyło, że ostatnio Kocika bardzo „zakinowiło” i dość systematycznie zaglądał w repertuar, by ostatecznie zasiąść w fotelu sali kinowej. Rozpiętość tematyczna był znaczna i na podstawie przeglądu tytułów trudno byłoby orzec, czym Kocik się kierował…ale pewne jest jedno – Kocik się napatrzył na różności wszelkie. W pamięci jednak utkwiły mu głównie dwa filmy, które dane mu było zobaczyć…łączy je to, że wybór był spontaniczny i trochę „w ciemno”. Łączy je też to, że dzieją się w czasach głębokiej komuny, która kojarzy się Kocikowi (kojarzy tylko, bo pamiętać Kocik za wiele nie może) dość strasznie i smutno. I choć to pierwszy obraz – „Rewers” – opowiada o latach, które szczególnie mroczne skojarzenia budzą (lata 50., czasy stalinowskiego zduszenia), to przerażeniem prawdziwym przepełnił go „Dom zły”, którego akcja toczy się w okolicach kocikowych narodzin, gdy zima ostra i stan wojenny dusiły równie mocno.

Rewers reklamowany jako czarna komedia, to przede wszystkim pięknie zagrana opowieść o mądrych i silnych kobietach, które swoją życiową mądrością potrafią zwalczyć całe otaczające je zło… Potrafią stawić czoła nawet bezwzględności aparatu państwowego, który infiltrował wszystko i wszystkich, bez skrupułów wykorzystując dobro, wiarę i swoistą naiwność. Doskonała Janda, Polony i Buzek stworzyły wspaniałe role matki, babki i córki, których siła tkwi w jedności i gotowości poświęcenia wszystkiego, by chronić się nawzajem. Rewers, choć dziejący się we wspomnianych latach 50., nie straszy i nie przeraża, raczej bawi i pokazuje, że nawet z sytuacji beznadziejnych jest wyjście, gdy ma się oparcie w kimś drugim. Mało w nim odniesień (właściwie), do tamtej rzeczywistości, bo i nie o analizę socrealu jako takiego chodziło. Choć motorem akcji jest pojawienie się pracownika służby bezpieczeństwa, a w tle przewijają się drobne odniesienia, to całość raczej pokazuje jakiś (nieco) widealizowany świat… Trochę z przymrużeniem oka, trochę przykurzony nostalgią za czasem, gdy ludzie byli z sobą, a nie obok siebie li tylko.
Dom zły to zupełnie inny kaliber. Kaliber działa przeciwlotniczego chyba, który wgniótł Kocika w fotel. To już nie czarna komedia, lecz dość mroczny (choć obrazowo jasny i rozświetlony przez śnieżne krajobrazy Bieszczad) i przerażający thriller. Niby nic wielkiego… historia prosta (na pozór), którą opowiada się korzystając z mało wyszukanych wątków. Alkohol, zdrada, zbrodnia, nie(?)winny bohater. Historia jakich pewnie wiele w policyjnych aktach. Nie to przeraziło tak bardzo Kocika, nie to spowodowało, że bełkotał przez dobry kwadrans po wyjściu z kina. Kocika przeraził straszna refleksja, jaka nasunęła się po filmie… że wszyscy (bez wyjątku) są źli na tym łez padole i tylko patrzą, jak zniszczyć, zaszczuć, wplątać kogoś – by zrealizować swój plan. Opary alkoholu, jakie buchały z ekranu, w żaden sposób nie usprawiedliwiały postępowania poszczególnych bohaterów, którzy wszyscy jak jeden mieli coś na swym (zużytym) sumieniu. Nawet ci, których chciało się widzieć, jako tych dobrych, okazywali się gdzieś skalani brudem kłamstwa i nieuczciwości. Owszem – nic to nowego, nic odkrywczego… ale Kocik jest nieszczęsnym idealistą, cholernym altruistą i trudno mu przełykać tak gorzkie pigułki, jaką był „Dom zły”. Kocik nie chce tak widzieć innych, a jednocześnie boi się, że rzeczywistość, jaką sobie stworzył (w swojej głowie), pęknie kiedyś jak mydlana bańka, a kocikowa dupa będzie bardzo obita.
Warto dodać, że film świetnie zagrany…z kreacjami wartymi oklasków! Pan Jakubik ma wielkiego pecha, że przykleiła mu się łatka głupka z 13 posterunku,a panu Topie przypięto etykietkę głupiego (serialowego) Zenka. Aktorzy to jednak pierwszoklaśni i oby można ich było częściej oglądać na ekranach kin naszych 🙂

 
 

Na dobry weekend i nie tylko part kolejny :)

Weekend w toku, więc Kocik wrzuca coś, co nasączy go (miejmy nadzieję) pozytywną energią 🙂
Otóż zupełnie „na kocikowego czuja” zakupiona została prezentowo płyta Kulka&Kucz pt. Sleepwalk. Okazało się, że płyta jest bardzo sympatyczną produkcją, przy której nóżki aż same podrygują, a uśmiech jakoś tak pojawia się nie wiadomo skąd 🙂
Więc na dobry weekend jedna z piosenek (choć faworytem jest jednak utwór z numerem dwa 😉 ale póki co jest bezteledyskowy)
Miłego lecenia…w kulki 🙂

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Grudzień 13, 2009 w kocikowe myśli niezidentyfikowane