RSS

Archiwa miesięczne: Styczeń 2010

I jeszcze jeden i jeszcze raz!

Jeszcze jeden wieczór i tegoroczny karnawał teatralny przejdzie do (pre)historii 🙂 Póki co Kocik wie, że objawia się w wersji „moje dziecko” lub „dziewczę w stroju ludowym” 🙂 I cóż z tego, że jest „dzieckiem” siwiejącym, cóż z tego, że z nadawcą komunikatu nie jest spokrewniony, a strój ludowy to dżinsy i sweterko-marynareczka 🙂 Chodzi o to, żeby było śmiesznie 🙂 A ten cel został bez wątpienia osiągnięty 🙂
A propos strojów ludowych, to się Kocikowi przypomniał jeden taki artykuł (TU do przeczytania), ale na takie stroje jest stanowczo za zimno! (nawet jeśli trąbią, że odwilż)

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Styczeń 31, 2010 w około-kocikowo

 

Ostatki urlopowe, czyli Kocik zatyka odkurzacz :)

Kto zjada ostatki, ten piękny i gładki, a kto żyje na ostatkach urlopowych, ten ma drgawki na myśl o wstawaniu porannym. Kocik już od dawna wie, że nie jest stworzony do wczesnego wstawania. Kocik jest stworzony do wstawania późnego lub bardzo późnego, spacerowania w wersji piżamowej do godzin nieprzyzwoitych i siorbania kawy do popołudnia (co z uwagi na tempo kocikowego siorbania oraz na fakt, że poranną kawą to tego nazwać nie można – nie jest szczególnym wyczynem). Dlatego więc, korzystając z urlopowego czasu Kocik wstawał sobie wtedy, gdy czuł, że jeszcze jedna minuta skończy się odleżynami lub spłaskowaceniem czaszki, tłumacząc sobie, że deficyty snu są już tak wielkie, że nadrobienie braków jest bardziej niż konieczne. W najlepsze więc odsypiał (o ile jakieś super-ekstra-ultraważne obowiązki go nie wyciągały z ciepłego łóżeczka, które aktualnie przypomina już konstrukcję nie łatwiejszą niż nanotechnologia, bo jest prawdziwą antychłodową fortecą, w której brakuje tylko miotacza ognia i gorących węgielków), by potem ochoczo i z nadwyżką energii kicać po świecie, zwłaszcza po świecie teatralnym.

A czasami obcowanie z tym światem pochłania wiele sił i cierpliwość bywa wystawiana na próbę najsroższą. W zeszłym roku taką próbą była konfrontacja z panem Eponoszem (tu Kocik odsyła do wpisu o łapaniu się brzytwy przez tonącego), czyli z reprezentantem administracyjnej części teatralnego światka. W tym roku do administracyjnej części dołączyła część sprawcza, czyli Szanowne Grono Pewnych Aktorów z Bardzo Ważnego Miasta. Otóż od samiutkiego początku wszyscy zaangażowani choć minimalnie w rzeczywistość karnawałową, z pewną dozą lęku i nabożeństwa mówili o Szanownym Gronie Pewnych Aktorów, którzy przyjechać mieli na naszą prowincję, by gawiedzi zaprezentować Kawał Sztuki. Niech gawiedź wie, że w wielkim świecie, to się żyje, tworzy, bryluje na salonach, oddycha lepszym powietrzem i jest się stworzonym do wyższych celów. A wizyty na takiej prowincji i przed takim ludem ciemnym, to jeno dobra wola Szanownego Grona Pewnych Aktorów, która wpisuje się program charytatywny „Oświecajmy lud prosty”. Dodać należy, że SGPA (tak będzie szybciej 🙂 ), to nie byle jakie nazwiska, wszyscy z wielkimi „sukcesami”, dziesiątkami ról serialowych na koncie i zwycięstwach w rankingach na twarz producenta pasztetu. I jako tacy – doświadczeni, wspaniali, uwielbiani, rozchwytywani… wiedzą najlepiej gdzie jest aura do grania, a gdzie jej nie ma, że prawdziwe garderoby to są tylko w Bardzo Ważnych Miastach (a nie tu, gdzie tylko jakaś „szmatka” oddziela scenę – choć czy to scena właściwie? – od garderoby).
SGPA dałoby się jeszcze jakoś ogarnąć, gdyby nie dyrygowała nimi Kobieta Która Nie Odnalazła się w Fioletach, której charakterystyczną cechą były bujne pukle płowych włosów, porównane do kapusty kiszonej (tak byliśmy złośliwi) oraz Futrzata Trendy Inspicjentka, roztaczająca woń daleko bardziej przykrą niż kapusta kiszona. Nieodnaleziona w Fioletach dość długo ćwiczyła cierpliwość wszystkich (aż dziw, że teatralny kanarek nie popełnił samobójstwa, topiąc się w poidełku), jednak prawdziwy popis dała po rozpoczęciu się pierwszego spektaklu, gdy wparowała do biura (choć czy to właściwie biuro?W Bardzo Ważnych Miastach pewnie wychodki są większe) i niezważając na nic i nikogo, nerwowo ćmiąc papierosa, zaczęła pieklić się na fakt, że taki wielu ludzi zasiadło na widowni. Głównym argumentem oczywiście było to, że SGPA spłynie na tej scenie 140 razy (bo przecież nie macie tu klimatyzacji?), a do tego sami widzowie… No gdyby zaczęło się palić, to wszyscy się zjaramy, a gdyby komuś zachciałoby się sikać, to zejszcza się (oj…takie słownictwo!) w krzesło.
Kocik wzniósł jeno oczy ku niebu, zastanawiając się nad poziomem manier Nieodnalezionej w Fioletach oraz tym, jakie musi mieć doświadczenia za sobą, skoro podejrzewa naszą publiczność i problemy z trzymaniem moczu. Kolejną refleksją było to, że może miast informacji o wyłączaniu telefonów komórkowych, powinno się prosić o korzystanie z toalety?
Do pieca dołożyła (albo oliwy do ognia dolała) Futrzata Trendy Inspicjentka, która kategorycznie zażądała, by tuż przed kolejnym spektaklem umyto scenę, bo ludzie po niej chodzą i aktorzy się mogą wywrócić z powodu piasku. Wniosek…przed spektaklem winniśmy widzom rozdawać bamboszki, by nie brudziły świntuchy, skoro już muszą szczać w krzesła.

Na szczęście spektakl był dobry i publika dobrze się bawiła, bo inaczej przy tak podniesionym ciśnieniu z SGPA ich opiekunki i inspicjentki nie zostałby nawet kurz (a wiater!).

Ale miało być o ostatkach urlopowych i zatkaniu odkurzacza! Kocik ma dziś za sobą koszmarną noc (cholerna pełnia) i w ramach odczarowania rzeczywistości, chciał ogarnąć strączek (bo wiadomo, że wkrótce znów braknie mu sił, czasu i chęci). Zaczął od pierwszego podejścia do choinki. Zdjął bombki, lampki, ozdobniki i przywlókł odkurzacz, by wciągnąć opadnięte igiełki. Po kilkunastu sekundach z wciągniętych igiełek stworzyły się kule wewnątrz odkurzaczowej rury i Kocik mógł tylko pójść po starą, dobrą i niezatykającą się zmiotkę i szufelkę 🙂
No…i w sumie o to chodziło, więc Kocik sam nie wie po co ten przydługi wstęp o celebrytach (modne słowo 🙂 )

 
 

Pozytywnie i jako odmrażacz wewnętrzny :)

W sumie zakrętka z początku zimy, bo z okolic 6 grudnia, ale tak się Kocikowi przypomniała, bo… bo tak, bo ponoć przy mrozach Kocik nieźle kojarzy i logice jego wywodu trudno coś zarzucić 🙂 Na płycie Kulkowo-Kuczowej brzmi to nieco inaczej, ale co począć 😉

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Styczeń 29, 2010 w kocikowe myśli niezidentyfikowane

 

Zimno wszędzie, śnieżnie wszędzie…co to będzie?

No dobrze…Kocik ma wyrzuty na sumieniu wielkości leja po bombie atomowej, albo po uderzeniu meteorytu! Wyrzuty ma, bo ostatnio te swoje wirtualne kątki traktuje trochę po macoszemu i z doskoku, ale nie może inaczej, choć chciałby bardzo (słowo Kocika-harcerza). Nie może, bo mróz panuje i Kocikowe łapki grabieją, gdy zbyt długo posiedzi przed monitorem domowym… a wiadomo, że taka notka to się zbyt szybko nie napisze. Do tego, mimo że jest urlopowym Kocikiem, to albo śpi (przyznaje się bez bicia, że wysypiał się ostatnio do godzin szaleńczo późnych), albo gdzieś go nosi w ciekawe miejsca i równie ciekawym towarzystwie. Nawet strączek swój po macoszemu traktuje od jakiegoś czasu, odsuwając ogruzowywanie na czas bliżej nieokreślony… na przykład na początek wiosny, bo przy takich temperaturach, to Kocik nadaje się do zapadnięcia w sen zimowy lub wylegiwania się przed kominkiem, z kubeczkiem ciepłego napoju. Cóż kiedy w strączku kominka brak, a ciepłym napojem jest jeno terafru, bo coś Kocika zaczęło chorobowo prześladować. A nowej pracy nie wypada zaczynać ani od L4, ani od postaci „cięknący kicholek i zachrypiałe gardziołko”. Więc między jednym śmignięciem a drugim, Kocik zaopatrzył się w medykamenty i z doskoku (jak zwykle) się kuruje, by bakterie w zarodku zniszczyć.
Lecz kurowanie się ma silną konkurencję w postaci atrakcji związanych ze zmianą pracy (tu się wymeldować i zebrać pierdylion podpisików i pieczątek na papierku; tam się zameldować – patrz to co przed średnikiem). Kocik zobowiązał się też pozamykać przynajmniej część spraw, które musiał odwiesić na kołek z uwagi na podjęcie decyzji zmianowo-pracowej w ekspresowym tempie (dziś pytanie, dziś odpowiedź, jutro wypowiedzenie, za dwa dni urlop). Do tego doszedł maraton karnawałowy, który spowodował, że od piątku Kocik co wieczór jest w Teatrzyku, a czasami nawet w dwóch 🙂 Prócz miłego czasu spędzania, Kocik uskutecznia się w uprzejmym uśmiechu, lakonicznych pogawędkach z widzami, wręczaniu kwiatów (bleh!), zamawianiu jedzenia i zjadaniu tego co zamówione oraz (nade wszystko) we wpuszczaniu. Stąd od piątku mianuje się „wpuszczarką”, a towarzyszy mu „targacz”, z którym pełnią rolę osób wszechwiedzących i decydujących o życiu…i tylko życiu tłumów, jakie przybywają na każdy karnawałowy spektakl. Do tego zdarza się Kocikowi mieszać w styl (nędznych) recenzentów, zobaczyć urywek lub większy fragment karnawałowej propozycji i podrukować nieco biletów na spektakle rodzime Teatrzyku (co odbywa się przy nieustannym upajaniu drukarki alkoholem).
Ale nie tylko karnawałowo żyje Kocik, bo od czasu do czasu (gdy wstanie wcześniej) wypije z kimś kawę, zje ciastko, wsunie miseczkę kapuśniaczku (ach ci cudowni sąsiedzi), pouczestniczy w kolejnych działaniach remontowych w Przyszłym MegaPaśniku* i stara się w tym wszystkim nie zamarznąć 🙂
Dziś natomiast Kocik postanowił przygotować się do pierwszego (oficjalnego) wejścia w progi Urzędu Źle Skracanego i jak bohater amerykańskiego filmu przygotował sobie pudełko 🙂 Pudełko, w którym sąsiedzkie dzieciątko przyniosło podarki stało się nośnikiem wielu bardzo potrzebnych rzeczy, bez których Kocik pracowy nie może się obyć 🙂 Zgromadziły się w nim więc wszelkie fiszko-karteczki, które Kocik uwielbia (we wszystkich kolorach tęczy), ulubione ołóweczki, notesiki, zeszyciki, kajeciki, kalendarzyki, kubeczki, podstawki pod kubeczki, łyżeczka Mikołajowa oraz zielona herbata 🙂 Brakuje tylko przycisku do papieru oraz ramki ze zdjęciem. Choć jak Kocik skonstatował, ramka nawet jest, ale nie będzie Jelonkowi wiochy robił i świecił jego obliczem w UŹS, tym bardziej, że jeśli się bardzo stęskni, to przeczłapie te przez ten jeden pokój i zobaczy je sobie (to oblicze) w wersji „live” i z całym dobrodziejstwem inwentarza 🙂
Formalnie Kocik urlopuje się jeszcze tydzień, ale nieformalnie jutro ma zamiar wkroczyć i zaanektować przestrzeń. Póki co na trzy miesiące. A co będzie dalej…to się okaże wiosną, gdy będzie już (miejmy nadzieję) pięknie, ciepło i tak, jak Kocik lubi najbardziej (bezśnieżnie).
Trzymta kciuki nadal i niezmiennie 🙂

* to wymaga osobnego i baaaaaaaaaaaaaaardzo obszernego wpisu, który pojawi się jako ta wisienka na torcie, czyli na zwieńczenie działań w Przyszłym MegaPaśniku 🙂

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Styczeń 29, 2010 w około-kocikowo

 

Mimo i wbrew…

Choć zima trzyma jak jasna cholera i trzaska mróz jak diabli…to Kocik pędzi. Pędzi tak, że nie wie gdzie, kiedy i dlaczego. Dzieje się dużo…czasami za dużo, jak na biedną kocikową głowę 🙂 Ale trzeba być twardym i brać byka za rogi, więc Kocik bierze 🙂 I podejmuje decyzje na wariackich papierach. Ufa jednak, że wyjdzie mu to tylko na dobre i… i już 🙂
Więc krótko – Kocik się wypowiedział i podziękował za współpracę z dotychczasowym pracodawcą. Wszystko wskazuje na to, że od lutego zacznie współpracę z nowym pracodawcą 🙂
Nic więcej nie napisze, bo…bo to tajemnica państwowa 🙂
Póki co trzymać kciuki za Kocika i słać dobre fluidy 😉

 
2 komentarze

Opublikował/a w dniu Styczeń 21, 2010 w około-kocikowo

 

Się nam rodzina powiększa o oseski…

Najbardziej oczekiwanym oseskiem była oczywiście Paprynia Strugaczkowa 🙂 Kocik z wielką radością, niepohamowanym wzruszeniem i czym tylko przyjął w sobotę wieść o jej objawieniu się pełni kształtów i rozmiarów 🙂
Zgodnie z oczekiwaniami jest wspaniała i wprost idealna! Zresztą inna być nie mogła, mając tak cudownych rodziców 🙂 Niechaj nam Paprynia rośnie jak na drożdżach i jest źródłem nieustannej pociechy 🙂
Z gratulacjami…
Wzruszony Kocik Z.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Styczeń 11, 2010 w około-kocikowo

 

Z nowym rokiem – nowym krokiem :)

Kocik jakoś tak spokojnie – w atmosferze świąt minionych i spokojem przepełnionych – wszedł w nowy rok. Pierwsza dekada za nami, wszyscy podsumowywali, liczyli, wymieniali… A Kocik jakoś tak niezauważenie kicnął w 2010. Dni przedsylwestrowe były (delikatnie mówiąc) intensywne i doprowadziły do wyczerpania zapasików kocikowej energii, więc o żadnych szaleństwach mowy nie było. Ot spokojnie, leniwie, kanapowo, przysypiająco od czasu do czasu. Ale właściwie o to chodziło, na tym zależało, tak być miało…i było. Podobnie Nowy Rok minął pod znakiem lenistwa kuchenno-sąsiedzkiego i poprawinach filmowych, dojadaniu, dopijaniu, grzaniu się pod kołderką i polegiwaniu wygodnym. I znów – o to chodziło, na tym zależało i tak było 🙂 Wszystko zgodnie z planem i pragnieniami. Kropką nad i tudzież wisienką na torcie były świętowane wczoraj urodziny Hydrysiowe, przy aromatycznych herbatkach i pysznej fajce wodnej, zwieńczone…poprawinami poprawin filmowych (zbyt wiele jest promocji na filmy w Media zwanym Makro). Kocik więc przypomniał sobie produkcje różnej maści i różnego typu, wygrzał kosteczki, poprzeciągał się w najlepsze, a dziś w ramach porannego rozruchu zrobił noworoczne porządki (w poszukiwaniu miejsca dla zestawu do fondue 🙂 ).
Teraz czas wrócić do wiru działań, co trochę przeraża, nieznacznie niepokoi…ale cóż… nikt nie obiecywał,że będzie łatwo. A skoro bywa przy tym miło, to nie ma na co narzekać 🙂
Za ostatnie dni Kocik dziękuje, bo odpoczął był i namiastkę wakacyjnego klimatu załapał (z przestawką dzień-noc w roli głównej). A przecież o to chodziło, na tym zależało…i tak było 🙂

A poza tym, to wczoraj minął rok od dnia, w którym Kocik się zmaterializował blogowo 🙂 Banałem jest stwierdzenie „jak ten czas szybko biegnie”, ale tak jest i już 🙂 I w porównaniu ze styczniem 2009, ten jawi się wręcz anielsko spokojnie… niech to nie będzie złudzenie li tylko 🙂
Przecież ten rok musi być (i będzie!) dobry 🙂

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu Styczeń 3, 2010 w około-kocikowo