RSS

Archiwa miesięczne: Maj 2010

Niezbadane są wyroki…

…i czasami dziwnie się plecie. Wczoraj Kocik doznał zaskakującej zamiany ról i wystąpił w nowej – „chadzacza i opowiadacza”. Arcymiło był, bawił się świetnie, nawet jeśli po dziesięciu godzinach czuł się wypompowany z energii kompletnie. Do tego stopnia, że po zaglądnięciu w progi panny Zebry – w celach urodzinowych – czuł, jak zbliża się do wersji „przybijamy gwoździa w stół”. To wszystko jednak drobnym jest szczegółem i o ile wielkie rewolucje (niepożądane) nie nastąpią, to Kocik czeka na wersję chadzania i opowiadania by night, by dać upust swojemu gadulstwu 🙂 No…i wczorajszy dzień spowodował, że Kocik już wie, że stresuje Jelonka i że w tym połączeniu to lepiej pić drinki 😉 Każdy ma swoją rolę społeczną do spełnienia.
Dziś odsypianie, leżakowanie i relaks…wieczornie ciut działań pracowych – dla higieny umysłu 😉

 
8 komentarzy

Opublikował/a w dniu Maj 30, 2010 w kocikowe myśli niezidentyfikowane

 

Na kłopoty Bednarski, a na głupoty…

aktywizacja zawodowa. To słuszna koncepcja, która sama z siebie zaczyna się wcielać w życie. Plany mniej i bardziej odległe, większe i mniejsze działania w zamiarach. Kiedy trzeba same się objawiają i obłaskawiają (nawet jeśli pozornie) rzeczywistość. Od-do, termin, cel, założenie. Myśli z kategorii dziwne i niezidentyfikowane siłą faktu i pod naporem zobowiązań schodzą na dalszy plan.
***
Szampański kolor na głowie, kubirckowe Lśnienie, kubeł herbaty z sokiem malinowym i cytryną, zagrzewanie stópek poseansowe. Się toczy.

 

Jaki jest kolor szczęścia?

Może być, że Kocik jest monotematyczny, ale mu się wkręciło… Może nie tak, jak Hydrysiowi, który od wczoraj stale słucha Bajmu i Mozila z Kulką 😉 Niemniej… Dagadana urzekła Kolorem szczęścia Więc z głośników płynie dość intensywnie i bezkonkurencyjnie.
Burzowo. I Kocik ma ochotę na mizerię.

 
8 komentarzy

Opublikował/a w dniu Maj 22, 2010 w około-kocikowo

 

Pogromcy Muchy, czyli kultowo chodźmy w tan…go

Kocik obiecał Hydrysiowi, że relację piątkową z metropolitalnych (haha) rozrywek zatytułuje owymi „Pogromcami Muchy”. Właściwie tytuł niewiele ma wspólnego z tym, co znajduje się poniżej, ale owa piękna przekrętka z „Pogodno”, przepięknie wpisuje się w naszą anty-Muszą postawę (w przypadku Maliny jest to wręcz koncepcja Mucho-zolowa 🙂 ). Więc jest.
Niemniej…Kocik w towarzystwie Sąsiada i Hydrysia wybrał się dziś na kultowy wieczór filmowy, by zobaczyć Godżillę: króla potworów, którą serwowano w połączeniu z muzycznym dodatkiem (?) polsko-ukraińskiego trio Dagadana. Wszak nie można co wieczór wylegiwać się tylko na kanapie, bo grozi to odleżynami i popadnięciem w rodzaj otępienia. Jako mieszkańcy śródmieścia postanowiliśmy więc wystawić nosy wieczornie i poniuchczyć po świecie, a przy okazji zażyć nieco kultury i rozerwać się wiosennie. Aura sprzyjała, bo nie leje chwilowo, więc odpadł argument pod tytułem „w taką pogodę można tylko leżeć pod kocykiem” i bez maruderstwa pokicaliśmy w kierunku centralnym. Godżilla z ’60 roku nie przeraziła nawet Sąsiada… raczej zgodnie zrywaliśmy boki, widząc wspaniałe efekty – gumowego potwora, miniatury statków, sceny morskie kręcone chyba w misce wody… Krwiożerczy stwór biegał po ekranie przy dźwiękach genialnie skomponowanej muzyki, a wstawki w rodzaju „Jestem głodny”, „Jestem taki samotny” wzbudzały ogólną wesołość. Przecudnie do-grany seans! Rozochoceni kultowym wieczorem uzgodniliśmy, że przyszły tydzień należy do cyklu z Kubrickiem. To znaczy Kocik z Hydrysiem ustaliły, bo Sąsiada na Lśnienie to my nie namówimy. Nawet po dużej ilości C2H5OH nie dałby się zawlec… A my z przyjemnością i nawet bez wleczenia! Tym bardziej, że seansik w kinie równie kultowym, jak i sam film, więc poniedziałek nie straszy już tak bardzo 🙂
W ramach ilustracji muzycznej Dagadana

W ramach faneberii zerknęliśmy też na deptak, gdzie Red Bullowo fikał Abradab. Kocik zauważył, że z lurowatej okolicy (nawet jeśli w centrum) nie da się w momencie zrobić centrum kulturalnych spotkań, nawet jeśli właduje się setki tysięcy złotych w kostkę brukową i latarenki. Miejski deptak jest żywym (?) dowodem na to, że jeszcze długo, długo będą tam się przecinały szlaki przedstawicieli totalnie różnych światów. Kolorowa (czasami pstrokata) klientela a la nju siti stajl mijała się z podejrzaną klientelą a la poszukiwacze złomu, którzy (o ironio) całkiem licznie zamieszkują piękne, secesyjne kamienice. Niech żyje kwaterunek powojenny oraz polityka rozbijania tego, co mogłoby ową kulturę tworzyć. Niemniej…pobujaliśmy się nieco, w ramach preludium do jutrzejszego bujania (jeśli sił starczy), i pomknęliśmy w kierunku śródmiejskich śmieci… Upajając się zapachem podeszczowym i wreszcie wiosennym. Lecz by nam tak romantycznie nie było, czujność musieliśmy zachować, by nie przynieść do domu którejś z wiosennych niespodzianek, z których słyną nasze Zapyziowice.
Ogólnie jednak…miło.

 

Telegraficzny skrót…czyli Kocik na stanowisku

Jaka jest sytuacja każdy wie. Woda zaczyna opadać (przynajmniej w naszych okolicach), sytuacja się stabilizuje, prawdziwa (i najbardziej żmudna) praca dopiero się zacznie. Po tym co medialne (ludzkie tragedie rozdzierające serca widzów i czytelników), co warto w światłach kamer pokazywać i relacjonować…przyjdzie czas na ogarnianie krajobrazu po bitwie. Szacowanie strat, pozyskiwanie środków, remontowanie, odbudowywanie. A w tym wszystkim zgarnianie tego, co się ostało do jakiejś sensownej kupy.
Spod wody wydostają się doniesienia o szumowinach i innych padlinożercach, bo inaczej o szabrownikach Kocik myśleć nie potrafi, a i litości nie miałby żadnej wobec przedstawicieli takiego gatunku.

Póki co jednak niektórzy jeżdżą, inni fruwają, jeszcze inni stoją na straży, starając się ogarniać szum informacyjny. W obliczu ogólnego szaleństwa chyba nie jest źle i dajemy radę 🙂
Zmęczenie jest już jednak tak namacalne, że wnet zmaterializuje się w jakiejś bardzo nieładnej postaci. W przypadku Kocika zmaterializowało się dziś w postaci zaspania, co doskonale wpisało się w jego wczorajsze padnięcie absolutne. Widać prócz intensywności wydarzeń, fruwają w powietrzu męczące pierwiastki czegoś, co każe padać jako tak kawka.

Dobrze, że namiastka weekendowa przed nami 🙂

 
4 komentarze

Opublikował/a w dniu Maj 21, 2010 w około-kocikowo

 

Do raportu!

Lać przestało – stop – zapiernicz katastrofalny trwa – stop – dni tygodnia się Kocikowi merdolą na całego – stop – kilka kwestii go zastanawia – stop – kilka go dziś ubawiło do łez – stop.

A poza tym…środa była dniem zachcianek jedzeniowych. Już w południe Kocik ustalił z Jelonkiem, że dziś jest dzień domowych frytek, szpinaku „jaki robi Mama”, jajka sadzonego (co się bardziej rozlewa niż jest ścięte) oraz kefiru. W trakcie popracowych zakupów okazało się, że szpinak będzie inny (bo naszej mrożonej papki brakło), chce nam się śledzi na przystawkę i są wiśnie mrożone (ergo – wkrótce ciasto maślankowe z wiśniami).
Na dobry początek popołudnia pochłonięte więc zostały śledziki z ciabbatkami, Kocik oparzył się o świecę, pochlapał pół stołu zalewą śledziową, a w ogóle to jest zgubicielem zakrętek od przypraw, który od tygodnia zapomina się do tego przyznać. Na szczęście śledzie były wyśmienite i przyćmiły całą resztę.
Zaplanowany szpinak et consortes musiał się przenieść w czasie na wieczór, a zyskany czas wykorzystano na wylegiwanie się kanapowo-fotelowe i śledzenie wszelkich wiadomości. W tym czasie Kocik dowiedział się (przełączając z Panoramy na Wydarzenia), że jest jak własna Matka. Cóż… nie żeby Kocik pewnej łączności nie odczuwał, ale żeby tak Kocikowi w twarz taką wrzutą? W ramach protestu Kocik zasnął w fotelu (ale dopiero w połowie Faktów 😉 ). Obudziwszy się i uzgodniwszy co oglądane będzie po-szpinakowo, poczłapał by dokończyć dzieła kolacyjnego. Po wchłonięciu tony wyżej wymienionych składników skłonny był tylko do powrotu na wcześniej upatrzone pozycje i oddania się oglądaniu filmu. Gdyby ściany mogły mówić 2 jak zawsze rozczuliły go bez reszty, a następnie sprowokowały dywagacje kocikowo-jelonkowe, z których jasno wyniknęło, że Jelonek odpowiada za wszystko – także za koklusz i gradobicie 🙂
Cóż…ten typ, tak ma 😉

 

Kocik sentymentalny :)

Miejsce: sąsiedzka kanapa
Czas: dzisiejsze popołudnie i wieczór
Aktywność: prawie żadna…poza piciem kakao, leżeniem pod kocykiem i oglądaniem Siedmiu życzeń
Wtorek sponsoruje Rademenes…i co z tego,że to nie środa? Nic 🙂

* podziękowania za ten dar należą się Sławkowi 🙂 A przy okazji będzie jeszcze anegdota…a co!