RSS

Archiwa miesięczne: Czerwiec 2010

Takim weekendom mówimy zdecydowane TAK

Kocik pada na ryjek, ściska bolący (od śmiechu) brzuch i parzy sobie mordkę rogalikiem, który w ramach trzeciej partii wyjechał właśnie z pieca. Ale jest wielce ukontentowany mijającym weekendem, który był czystą i najwspanialszą perfekcją 🙂
U-rodzinnie było arcymiło i przepysznie (dosłownie i w przenośni), a w ogólnym rozrachunku Kocik wie, że potencjalnie to ma genialnych teściów 😉 Wie też (choć z późniejszych refleksji wycieczkowych) kto będzie świadkiem. W razie czego.
Jednak gwoździem weekendu był środek lokomocji, jaki został Jelonkowi użyczony i dzięki któremu poniosło nam skórki w okolice bliższe i dalsze. Wczoraj jeszcze – w ramach wieczornego spontanu – odbyła się przejażdżka w parkowe okolice, spacerek, papierosek na wyspie herbacianej i… masa ślimaków, na widok których Kocik popadał w panikę. Pomykając sobie nocną porą po wsiach i miasteczkach, Kocika roznosiła radość, bo wiadomo, że chodzi o przemieszczanie się, jechanie, rozglądanie i niuchczenie w dziwnych (czasami) okolicach. Na tej fali i z uwagi na doskonałą pogodę, dziś odbyła się objazdówka górska… Z przystankiem w „Bajce”, gdzie kupiono hurtowo „Agrestową bzdurkę”, z obiadem pstrągowym (tam gdzie zawsze), przejazdem nad jezioro, leżakowaniem na trawce z widokiem na góry i szybowcowe lotnisko, przystankiem deserkowym po drodze… Doskonałość w każdym calu. Ot co! Kocik składa zamówienie na więcej 😉
A póki co idzie się porozpływać nad swoją wspaniałością 😉

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Czerwiec 27, 2010 w kocikowe myśli niezidentyfikowane

 

Kocik musi się prze…branżowić ;)

Rogaliki zrobiły furorę, Kocik otwiera manufakturę* 😉 Jutro podejście numer…trzy 😀 Bo dziś zakupy i urodzinowe atrakcje, więc czas się ogarniać i zbierać kuper ku rzeczywistości sobotniej!

* Zanim konsumenci rzucili się na świeży wypiek, Kocikowi udało się szybko ciachnąć fotę komórą 😉

 
8 komentarzy

Opublikował/a w dniu Czerwiec 26, 2010 w kocik-kuchcik

 

Lepiej późno, niż później ;)

10 kwietnia kojarzy mi się przede wszystkim z tymi wydarzeniami 🙂 KLIK KLIK 🙂

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Czerwiec 25, 2010 w około-kocikowo

 

Sezon ogórkowy czas zacząć

W oczekiwaniu na prawdziwy sezon ogórkowy, podczas którego nie pojawi się żadna klęska żywiołowa, czy inna tragedia narodowa, Kocik sporządza listę miejsc i atrakcji, którymi warto sobie wypełnić czas wakacyjny (nawet jeśli plany urlopowe majaczą gdzieś w okolicach września?). Jakoś tak kojarzy się to Kocikowi z czasami dziecięctwa, bo jego osobista rodzicielka, też miała taką koncepcję, że co się ma, to się ma, a żeby mieć, to trzeba zaplanować. Dziś zostało jej to w wymiarze zabawnym – planuje np. menu obiadowe…na dobry miesiąc do przodu. Zresztą te kulinarne plany często stawały się przedmiotem żartów Kocika i D(rugiej)P(ołowy)M(ojej)R(odzicielki), bo chwilach głupawki otwieraliśmy notes i sprawdzaliśmy co za trzy tygodnie w czwartek będziemy jeść. Turlając się przy tym ze śmiechu. W sumie nie wiedząc czemu. Swoją drogą o ile akurat Kocik nie kłócił się z DPMR lub nie był na etapie „jestem na Ciebie śmiertelnie obrażony”, to trzymał sztamę z DPRMem dość konsekwentnie, ale pewnie wynika to z tego, że w równie lightowy sposób zdarza mu się spoglądać na rzeczywistość (co nie mieści się w głowie rodzicielce) oraz jest wielbicielem nocnego siedzenia i spania do południa (co rodzicielce nie mieści się nigdzie). Dlatego, gdy zdarza się tak (dwa razy w roku), że Kocik nocuje w rodzinnym siedlisku, to DPRM stwierdza – noooo! wreszcie sobie posiedzmy, jak ludzie!
Niemniej w ramach niezobowiązujących aktywności Kocik wrócił do działań drożdżowych – najpierw piekąc tradycyjną wersję z wiśniami, a wczoraj tworząc rogaliki drożdżowe wg przepisu Rogatka No cóż…przepis jest rewelacyjny wprost! Rogaliczki wyszły zacne, dzięki czemu napaśliśmy się sąsiedzko dość skutecznie (to znaczy głównie Kocik z Hydrysiem 😉 ), przepijając kawką i uzupełniając opowieściami mniej lub bardziej aktualnymi (szczególnie uroczo wybrzmiała historia z „drapaniem ex-rektora”, żyletkowa walka zwartych szeregów, które ręka w rękę, żyletka w żyletkę i to w pełnej konspirze, wydrapywały to, co wydrapania wymagało – ach to przyjemne ssanie absurdu 😉 ). By zagłębić się w poczuciu braku czasowego spięcia, Kocik zapodał sobie wieczorny seans „Wszystko co kocham”, który kinowo mu umknął, lecz nie umknął w żaden sposób sąsiadom. Miłe kino… Produkcje Borcucha mają coś specyficznego w sobie (por. „Tulipany”), jakiś taki klimaciko-smaczek, gdzie zwyczajność staje się prawdziwie nie-zwykła. I wyraźnie Borcuch ma ulubionych aktorów (bez szkody dla filmu) oraz sprawdzonego autora muzyki (Bloom – bez szkody tym bardziej). I pomyśleć, że weekend dopiero przed nami… Zaczniemy go od powtórki rogalikowej 😉

 

Czerwcowo z doskoku

A tak jakoś Kocika porwało w rzeczywistość i zamiotło nim od lewa do prawa, od końca do końca, z góry na dół i odwrotnie. Kocik sam nie wie, gdzie mu się podziały blisko dwa tygodnie, co robił i gdzie go nosiło. Owszem, co ważniejsze punkty utkwiły mu w pamięci, lub te milsze… I tym sposobem (niechronologicznie) spotkał się na spacerze z Operzycą, towarzyszył w finalizacji działań zdjęć weselnych, uczestniczył w uroczystym przekazywaniu albumu (co odbyło się hucznie i z przytupem wczoraj, w towarzystwie rodzinnym wielce, przy głośnych zachwytach i rozkosznych westchnieniach nad urodą tegoż), przygotował i zjadł sporo ryb, zrobił zapiekankę ze szpinakiem i upiekł ciasto drożdżowe z wiśniami (bo obiecał Anielskiej Cioci), wykonał kilka spacerów do Handlowej Mekki (ze dwa zdjęciowe i jeden zakupowy w środku sobotnio-niedzielnej nocy), pomyślał, że fajnie byłoby mieć rower, choć mniej fajnie byłoby się z nim tarabanić na strączkowe piętro.
Poza tym rzeczywistość go zaskoczyła kilkukrotnie, a raczej osoby tę rzeczywistość konstruujące, do tego stopnia, że właściwie oniemiały był (?) i bez pomysłu co by tu z siebie wydobyć. Nie mówiąc o czymś sensownym.
Prócz tego spełnił swój obywatelski obowiązek, choć ochoty nie miał za grosz, bo i alternatyw nie było nawet czterech, ach tam – dwóch nawet nie było, co bardzo Kocika rozsierdziło i wewnętrznie wkurzyło. Widmo kaczyzmu bis wisi od wczoraj nad nami i łypie wrednym okiem. Kocik nie tylko nie chce powrotu retoryki „my-oni zomowcy”, atmosfery skłócenia i strachu. Serdecznie dziękuje za pogrywki małych ludzi (i nie chodzi tylko o wzrost), którzy po etapie maskarady i pozy „na dobrotliwego prezia” wrócą do swojego opluwania i szczucia. I choć kontrkandydat wcale Kocikowi nie odpowiada, nie zachwyca go wcale a wcale, wręcz wiele jego poglądów wprawia Kocika w stan furii…to nie pozostaje nic innego, jak tym razem zagłosować nie „za” lecz „przeciw”. I mógłby się skończyć ten cyrk, bo od kilku miesięcy media są bardzo absorbujące i włażące w oczy, uszy i nosy o mało co.
Męczące to jest… A życie jest takie krótkie, że szkoda go na męczenie się.

 

Czego nie wiesz o sobie, to na pewno wie Google!

Kocik właśnie spadł z krzesła i zakręcił młynka wystającymi znad biurka łapami! Do tego zaniósł się chichotem dzikim i zakaszlał. Następnie postanowił napić się wody (dla ochłody) i otrzeć łzy rozbawienia. A przyczyną tego środowego ubawu jest… Jelonek oraz jego konszachty z Premierem 😉
Wiadomo, że Jelonek to istota światowa i bywająca, do tego robiąca bardzo dobre foty, co onegdaj zaowocowało uhonorowaniem go Nagrodą dla Świetnych Fotoreporterów (tu wypada się odesłać do wpisu z maja 2009). Z tym zaszczytem łaczyło się kilka innych przyjemności (na przykład Kocik to dostał pamiętny bukiet konwaliowy), a wśród nich – udział w objazdowej wystawie, którą prezentowano w kilku dużych i bardzo dużych miastach naszej kochanej ojczyzny. Zaczęło się oczywiście z przytupem stołecznym, a potem poleciało…po tych Łodziach, Poznaniach itp., itd. 🙂 Wystawa trafiła także do Szczecina. W okolicach zeszłych wakacji bodaj… Ani Kocik, ani Jelonek nie śledziły trasy wystawowej. Do tego stopnia nie śledziły, że onegdaj wlazły na nią w Zapyziowicach i szczerze się zdziwiły…
Świadomości wystawowej nabrały w dniu dzisiejszym, gdy przy okazji konstruowania papierów i papierków, które to potwierdzają profesjonalizm i najdoskonalesze umiejętności, Kocik wstukła odpowiednią frazę w Google. I tu wiadomo…feeria barw 😉 A raczej informacji. 7/8 nie zadziwiła niczym, jedna z nich rozbawiła (bo okazało się, że googlana istota znalazła się na zdjęciu tygodnia w zapyziowickiej Wyborczej 😀 ). Natomiast jedna powaliła i doprowadziła do spazmów opisanych na początku.
Dla zainteresowanych dróżka do źródła – KLIK KLIK
Okazuje się, że sztuka musi wzbudzać emocje, a krewcy przedstawiciele z radością owe emocje wyrażają… Tak oto Jelonek stał się (pośrednio?) podmiotem pierwszego (?) artystycznego skandalu 😉

Niemniej…zanim zaczniecie szukać informacji na swój (lub bliski) temat, podwójnie się zastanówcie! Można się zdziwić 🙂

 
7 komentarzy

Opublikował/a w dniu Czerwiec 9, 2010 w kocikowe myśli niezidentyfikowane

 

Podróże koleją skracają czas podróży pociągiem:)

Aura dopisująca plus dzień nieroboczy oznaczają noszenie kocikowego kupra 🙂 Po pobudce południowej i rzuceniu okiem półślepym na niebo, Kocik stwierdził, że taka pogoda nie może się marnować, bo się jeszcze słońce obrazi i wrócimy do opcji „leje i wieje”. Dlatego wespół z Jelonkiem uknuty został plan, by ponieść się gdzieś na trawkę zieloną. Oczywista sprawa problemem był transport, bo świstak nadal oczekuje na klepanie blachy, bo bliskich spotkaniach z taksówką… Ale że ostatnio zaprawiamy się w korzystaniu z komunikacji miejskiej (patrz wyprawa tramwajem do obi :] ), to sprawdzone zostały opcje i możliwości oraz ustalony plan przetransportowania się w okolice parkowo-zamkowe. Na przeszkodzie nie stanął nawet sprzęt foto pozostawiony w służbowej szafie, bo Kocik ofiarnie pokicał i wygrzebał co trzeba (wcześniej doprowadzając ochronę do stanu przedzawałowego, bo kto przyłazi do pracy w niedzielne popołudnie?).
A potem już z górki – bilety, lokacja w pociągu przyspieszonym…i oczekiwanie na odjazd, który oczywiście nie miał prawa wydarzyć się o czasie. Wszak podróże koleją skracają czas, więc cierpliwym trzeba być 🙂 Oj dawno Kocik nie jechał pociągiem, dawno…w dupce mu się przewraca, bo dojazdy pracowe skończyły się dobre półtorej roku temu 🙂 Tym bardziej bawiło go przemierzanie miast i wsi, a wreszcie lasów. Po blisko godzinie ręka w rękę i noga w nogę z Jelonkiem, w skwarze i upale, podrepczył w kierunku parku, zamku i najdoskonalszych lodów wiśniowych 🙂 Oczywiście czas weekendowy spowodował, że w to samo miejsce podrepczyło mrowie ludzi z dziećmi, wózkami, rowerami, zwierzętami, fotografami (sztampa ślubna rządzi) 🙂 Ale co tam…po wystaniu się w kolejce i nabyciu lodowych doskonałości rozpoczęło się sprawdzanie co w trawie piszczy. Spacerowanie, siedzenie, gapienie się w niebo (Jelonek w obiektyw) oraz odganianie się od komarów…czysta niedzielna perfekcja.
Oczywiście powrót opóźnionym pociągiem, z postojem zdrowotnym na stacji między punktem A i B oraz oczekiwanie na kolejny (też spóźniony) pociąg… Podróże PKP każą oswoić się z prawdą „spiesz się powoli” 🙂
A jutro…powrót do rzeczywistości z pięciodniowym tygodniem pracy 😉

(zdjęcie zmajstrowane nokią 😉 lepsze wiadomo gdzie, choć nie wiadomo kiedy ;))
***
edit – efekty do zobaczenia TU

 
6 komentarzy

Opublikował/a w dniu Czerwiec 6, 2010 w kocikowe myśli niezidentyfikowane