RSS

Archiwa miesięczne: Sierpień 2010

Niekończąca się opowieść?

A właściwie to powinno się napisać „niewyczerpana skarbnica anegdot”. Taką bowiem jest każda wizyta Kocika w rodzinnych okolicach, gdzie świętuje się te i owe okazje. Onegdaj (w okolicach zeszłego sierpnia) zdarzyło się już Kocikowi co nieco napisać w tym zakresie, bo i po pierwsze był skręcony, a po drugie Pawian usłyszawszy garstkę z rodzinnych njusów, zachłystując się pszenicznym, stwierdził – weź to opisz 🙂
Nie inaczej było w tym roku, gdy wieczorną porą Kocik podrepczył na meeting Trąbowy, nad szklanicą trunku porozmawiać o życiu i chorobach w towarzystwie arcyzacnym.
Tak od słowa, do słowa zeszło na niedawną wizytę urodzinową, podczas której Kocik ponownie poczuł się jak wysłany w jakąś podróż międzygalaktyczną. Osobnicy, którzy wciskają czerwony guzik (rozpoczynający odliczanie, a następnie start rakiety) czynią to ot tak, przez przypadek jakby i całkowicie od niechcenia. Zaczęło się niewinnie, gdy wszyscy goście zasiedli przy stole, pojawił się solenizant i Kocik pod nosem skonstatował, że cokolwiek brakuje jednego krzesła – dla solenizanta właśnie. Siedząca po prawicy Gaba stwierdziła „Babcia liczyła, widać nie uwzględniła”. Po pierwszym fiknięciu koziołka, Kocik usłyszał jak Babcia stwierdza – to sobie weźmie taboret z kuchni. Fakt..kto by się tam solenizantem przejmował. Po tylu latach dość tego hołubienia. Następnie – między kęsami tortu (ponoć dietetycznego, bo ze śmietaną), odbywały się rozmowy mniej lub bardziej kurtuazyjne, gdzie jak woda wybija, ile lat będą budować kanalizację i jaki wpływ na to ma fakt, że „chcieliśmy demokracji, to mamy”. Potem w podgrupach odbywały się tradycyjne przepychanki (podczas których Kocik dowiedział się, że nikt mu nie uwierzy, że surowa ryba i ryż – patrz sushi – może być drogie, bo przecież to jest działanie wymierzone w ciemniaków, którzy ze snobizmu wszystko kupią. Ergo – Kocik nie tylko się nie zna, ale jeszcze snob jest) oraz przepytywanie. Z uwagi na rzadkie materializowanie się Kocika, pierwszy jest do przepytywanek. I tak musiał powiedzieć, czy praca mu się podoba (34 razy), czy lepsza niż poprzednia (27 razy), czy to co robi jest ciekawe (18,5 raza) oraz czy ma daleko do pracy (7 i 3/4 raza). Nie obyło się bez wspomnień babciowych, która z nutką nostalgii stwierdziła, że ona to też była stworzona do pracy w biurze. I nawet przeszła kurs i była doskonałą stenotypistką, ale teraz to już niczego nie pamięta. Na pytanie kiedy to było, dziarsko odpowiedziała – no w 1949 roku przecież! Tajemnica niepamiętania się rozwikłała dość szybko, bo i tak jak za wszystko co złe w tym kraju odpowiada demokracja, tak za wszystko co złe w życiu babciowym, odpowiada jej mało-żonek. Nie trzeba było długo czekać na sakramentalne – bo ON mi pracować nie pozwolił. Po którym nastąpiła życiowa rada – kobieta powinna pracować i mieć swoje pieniądze! Moja odpowiedź, że owszem jest to fajne, za wyjątkiem momentu, gdy trzeba płacić za mieszkanie, jakoś nie spotkała się ze zrozumieniem.
Na koniec padło jeszcze pytanie gdzie to dokładnie pracuję i czy to ten duży budynek jest. Uzyskawszy potwierdzenie Babcia stwierdziła – aaaaaaaa, to wiem! byliśmy tam kiedyś z chórem i na takich schodach śpiewaliśmy. Zwróciła się następnie do solenizanta – mało-żonka z pytaniem – a Tyś też tam był? Na co usłyszała: nie, ja miałem co robić.
Ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi…we wrześniu kolejne spotkanie urodzinowe. Jedno jest pewne, wtedy nikt o krześle dla solenizanta nie zapomni. Bo solenizant sam sobie je policzy :]

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu Sierpień 29, 2010 w około-kocikowo

 

Von zeit zu zeit…

…Kocik chciałby wyjść z siebie, stanąć obok, odwrócić się na pięcie i pójść w jasną cholerę, w poszukiwaniu lepszego modelu. Ten z biegiem lat zdążył się nieco zużyć, a jak się okazuje, nie jest to przypadek wina, że im starsze tym lepsze.

 
2 komentarze

Opublikował/a w dniu Sierpień 28, 2010 w kocikowe myśli niezidentyfikowane

 

Wkręcono i zabetonowano

Od kilku dni Kocik cierpi na zakrętkę pt. Skin. Zakrętka poważna i wykraczająca poza wszelkie granice.
Przykładzik poniżej

 
3 komentarze

Opublikował/a w dniu Sierpień 28, 2010 w kocikowe myśli niezidentyfikowane

 

Lato historycznych teledysków ;)

Po nucie grunwaldzkiej, Trójka zapodaje utwór Sabatonu Uprising. Lepiej się tego słucha, niż ogląda – a przynajmniej mogli sobie darować przebitki z zespołu 😉 Bo część stricte „teldyskowa” z rozmachem i to iście filmowym.
Ponoć wokalista dość długo uczył się frazy „Warszawo walcz” – dziwnym nie jest 😉

Zresztą Making of też do zobaczenia:

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Sierpień 16, 2010 w kocikowe myśli niezidentyfikowane

 

Tak jakoś…rozczarowująco

Taka refleksja po koncercie Nohavicy. Publiczność beznadziejna – rozbestwiona, krzycząca i zachowująca się jak na koncercie życzeń, gwiazda sfoszona… Ogólnie – miało być tak fajnie, a wyszło jakoś nie do końca. Co swoją drogą Kocika zadziwiło, bo i po pierwszym koncercie Nohavicowym, na którym był jeszcze za czasów malinowych, był najlepszych oczekiwań. Bywa… nie zawsze może być dzień dziecka 😉
Dziś Kasia Groniec… powinno się obyć przynajmniej bez wrzasków i dziczy.

 
6 komentarzy

Opublikował/a w dniu Sierpień 15, 2010 w około-kocikowo

 

wu wu wu Leningrad kropka kom

Czasami bywa tak, że człowiek żałuje, że na spektaklach sadzają (nobliwie) na krzesłach. Bo i bywają spektakle, na których najchętniej fiknęłoby się gdzieś pod scenę i poskakało jak za starych, dobrych czasów 🙂
Do takich spektakli należy bez wątpienia „Leningrad” Teatru Piosenki z Wrocławia. Przez pierwsze pięć minut Kocik starał się siedzieć grzecznie, by szanownych, urzędowych gości nie denerwować nadaktywnością swoich kończyn. Ale potem się przestał ograniczać i podrygiwał nader energicznie, wymachiwał odnóżami i śpiewał sobie w najlepsze. Nie był jedyny, bo i trzeba było być głuchym, aby nie podrywać się do zabawy przy tych genialnych aranżacjach. Więc gardło zdarte, prawice klaskaniem opuchłe, ubawienie doskonałe. Żal tylko, że jeszcze płyty nie ma. Musiały wystarczyć trzy bisy.

Na żywo pierdylion razy fajniej 🙂