RSS

Archiwa miesięczne: Luty 2011

Zabezpieczony: Dawno temu w Ostravie

Treść jest chroniona. Proszę podać hasło:

Reklamy
 
Wprowadź swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.

Opublikował/a w dniu Luty 28, 2011 w kocikowe myśli niezidentyfikowane

 

Zabezpieczony: Atak krwiożerczych telewizorów, czyli fantasy po czesku :)

Treść jest chroniona. Proszę podać hasło:

 
Wprowadź swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.

Opublikował/a w dniu Luty 27, 2011 w kocik widzi(ał)

 

Zabezpieczony: Pyszna Malina, Polka Galopka, strugaczkowe re-

Treść jest chroniona. Proszę podać hasło:

 
Wprowadź swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.

Opublikował/a w dniu Luty 25, 2011 w kocikowe myśli niezidentyfikowane

 

Zabezpieczony: Po-balowo z przytupem

Treść jest chroniona. Proszę podać hasło:

 
Wprowadź swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.

Opublikował/a w dniu Luty 22, 2011 w około-kocikowo

 

Nasz reprezentant u Zeleného Raula

Jeśliś znudzony, zmęczony, zimą zdegustowany, to zafunduj sobie (drogi Czytaczu) lekturę wpisu na blogu Mariusza Szczygła pt. Przyleciałem kondolotem. Bez spoilerów, trailerów, opowieści i refleksji – po prostu zobacz koniecznie.
Tako rzecze Kocik.

 
5 Komentarzy

Opublikował/a w dniu Luty 11, 2011 w kocik czyta(ł)

 

Krótka piłka :D

Ogólnie szaleństwo i czasu brak na wszystko… Kocik woli nie pamiętać o ilu rzeczach mógł w tym biegu zapomnieć 😉 Dziś zapomniał, że umówił się do LaBelli i przypomniał sobie gdy od pięciu minut miał u niej już być 🙂 Na szczęście przebiegnięcie trasy praca-LaBella zajmuje 5 minut, więc miał tylko 10 obsuwy.
Po ekspresowej wizycie wpadł do domu, przebrał się, porwał książkę do angielskiego i pobiegł z wizją wpadnięcia do optyka. Wpadł dosłownie, bo zajęcia za 20 minut, i zaatakował panią doktor tekstem – nie nosiłam soczewek, potrzebuję takowych by mi oko nie wypadło. Pani doktor skonfudowana acz rozbawiona stwierdziła, że wypaść nie powinno, ale że badania i nauka, skoro tego nie robiłam. Ale Kocik poinformował ją, że ma 20 minut i że ogólnie rzecz biorąc – galop. W galopie więc badanie i ekspresowe założenie ustrojstwa przez Panią oraz tekst, że jakby co to na Ceglaną, bo na zwykłym pogotowiu nie pomogą 😉 Zapytany o wrażenie – po założeniu jednej – Kocik odrzekł, że czuje, jakby miał schizofrenię oczu. Pani doktor znów zarechotała i wpakowała drugą. Po kwadransie i nabyciu osprzętu (płyn, pudełka i świstki) Kocik wybiegł w sobie znanym kierunku… zdziwiony, że widzi i że pierwszy raz od 15 lat nie trzeba mu ku temu okularów.

Akcja ściągania obyła się bez interwencji lekarskiej.

***
A jak się wszystko uda, to za tydzień wizyta w Strugaczkowie 🙂 Łiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii!

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Luty 10, 2011 w kocikowe myśli niezidentyfikowane

 

Obiecane – napisane :)

Trochę z polecenia, trochę z zaciekawienia własnego, Kocik postanowił nadrobić haniebne braki czytelnicze i przeczytać bez dalszej zwłoki dwie książki Jacka Hugo-Badera (wspominane nie raz i wcześniej) – Białą gorączkę i W rajskiej dolinie wśród zielska. Pierwszą z nich nabył sam sobie – narażał się, to mu się należało – podczas przedświątecznych zakupów. O drugiej kwilił w okolicy, to i 6 grudnia otrzymał ją z rąk Tośkowych – ku radości swej niewymownej.
Intuicja go nie zawiodła, polecenia też były słuszne, bo książki wciągnęły go i przeniosły hen, hen daleko w okolice dawnych republik radzieckich. Znawcą tych terenów nie był (i nie jest), wszak w programie nauczania języka rosyjskiego (którego uczył się dzielnie lat 7) dominują radosne scenki komunikacyjne i czytanki o muzeach, galeriach i wspaniałościach Moskwy czy Petersburga. Coś niecoś przemyca się na historii, gdzieś tam liźnie się tematów gułagów (poszerzając swą wiedzę o lektury nadobowiązkowe) lub tematu czystek lat trzydziestych (np. w wersji Nikity Michałkowa), ale Hugo-Bader pokazał Kocikowi Rosję i dawne republiki w wersji makro – w zbliżeniu jak przez lupę, opisując zarówno historie postaci i miejsc znanych (Tierieszkowa, Gagarin, Lebied, Kałasznikow, Mauzoleum Lenina), jak i (w głównej mierze) zwykłych mieszkańców… Rosji, Mołdawii, Kazachstanu, Jakucji i wielu, wielu innych… A wszyscy oni są zmieleni przez tryby rosyjskiej/radzieckiej historii, dla której nie jednostka, a kolektyw miał znaczenie.

Tematy niektórych reportaży dotykają dawnych tajemnic ZSRR, które były poza świadomością zwykłych obywateli, a które do dziś są brzemienne w skutkach (próby jądrowe w Kazachstanie, wysiedlanie rdzennych mieszkańców Krymu etc.) Wszystkie jednak i bez wyjątku powodują szerokie otwarcie oczu i zdziwienie, czasami przerażenie tym, jak łatwo i bezrefleksyjnie można decydować o losach milionów ludzi. Jak wydumana racja stanu, zrodzona w głowach ludzi bezwzględnych i zaślepionych wizją wielkości, może zniszczyć kultury, narody, życie. Hugo-Bader dociera do ludzi, którzy heroicznie i czasami wbrew zdrowemu rozsądkowi próbują odnaleźć godność, narodową tożsamość, znaczenie swojego życia w oceanie podobnych do siebie i stłamszonych ludzi. Wielu jego bohaterów to jednak ludzie przegrani, którzy nie potrafią zrobić nic, poza bierną zgodą na rzeczywistość, w której żyją. Straszne, przejmujące, niewiarygodne… podczas lektury czasami brakowało określeń, na nazwanie tego, o czym się czyta… Ale warto, warto zobaczyć świat nie aż tak daleki, a tak przerażająco inny.

Temat wizji dawnego Związku Radzieckiego wg Hugo-Badera pojawił się wczoraj, podczas rozmowy w kocikowych okolicach rodzinnych, gdy wspominano koleżankę kocikowej Mamy (mieszkankę Saratowa, z którą kocikowa Mama korespondowała od lat dziecięcych do śmierci Haliny dwa lata temu). Pojawił się też ów temat w kontekście pracy kocikowego Dziadka w  dawnym Związku Radzieckim, która to praca Kocikowi kojarzyła się z przywożonymi prezentami – kakao rozpuszczalnym, czekoladą Milką oraz zabawkami. Wszystko to jednak mogło przyjeżdżać, bo Dziadek pracował w austryjackim „campie”, wybudowanym w środku radzieckiego lasu, którego pracownicy zarabiali bajońskie (jak na ówczesne realia) sumy. A całość skwitowana została stwierdzeniem – czasami to należy się cieszyć, że bocian zrzucił nas jednak na terenie między Bugiem a Odrą. Mimo wszystko.

 
3 Komentarze

Opublikował/a w dniu Luty 6, 2011 w kocik czyta(ł)